środa, 14 kwietnia 2010

zmagania





Prawie o zachodzie słońca komputer mi zastrajkował więc zamiast dalej pracować- rozłożyłam maszynę i zmagałam się z pierwszą po bardzo bardzo wielu latach sukienką dla plastikowej lali z typu Barbie. Do tej pory trzymałam się od "plastikowych" z daleka, bo... nie przepadam, nie umiem się odnaleźć w tej konwencji i jak tu szyć dla takiej biuściastej panny? Tak, wiem, że wiele osób się tym zajmuje i robią piękne rzeczy:) Na przykład Michelle, och podziwiam. Tymczasem moja sukienka powstawała na zamówienie Matyldy (projekty na rysunkach) a Barbie ledwo się w nią wciska pupą- w talii za to luz:)
Dobrze, że zielone rośnie jak należy, tylko 3 doniczki z mojego ziołowego ogródka się nie zazieleniły:)

3 komentarze:

Aneta pisze...

a ja się tak nieśmiało podpytam o posiadaną maszynę do szycia :) bo chcę dla siebie jakąś kupić ale taki wybór i co osoba to różna opinia o każdej z firm, że się nie potrafię zdecydować :(

Aga Plieth pisze...

No to muszę się przyznać... nie mam pojęcia o maszynach do szycia, oprócz tego, że radzę sobie z jedną posiadaną od zawsze- właściwie podwędzoną mamie, która szyć przestała. To brother, kocham ją szczerze i podobno w oczach ekspertów jest dobra, ale jak się zepsuje to już nie ma do niej części. Model jest z około 1985:) Pozdrawiam ciepło! ale chyba nie pomogłam...

Alienora pisze...

O rany, ale zielenina poszła w górę! Może i ja spróbuję znów od ziarenek wyhodować - 2 lata temu się nie udało:(