wtorek, 31 sierpnia 2010

bezimienna okularnica

Miałam wielką ochotę uszyć lalę, która nie musiałaby nikogo przypominać:) Uwielbiam te lale portretowe ale to jednak za każdym razem wyzwanie i stres- jedne udają się bardziej inne troszkę mniej... Tym razem zainspirowały mnie nowe okulary własne ( znów o pół dioptrii do przodu, niestety) i jeszcze bardzo chciałam wykorzystać tą niby- skórę, z której są buciki. Panna wyszła jesienna, zadowolona, ale jeszcze nie nadałam jej imienia. Macie jakieś propozycje?




czwartek, 26 sierpnia 2010

Kristi i Duro

Czyli kolejna para, którą udało mi się uszyć:) Kristi wkrótce obchodzi okrągłe- ważne urodziny (i nie ogląda tego bloga:)), więc lale pojadą świętować, a ja mogę je Wam pokazać już dzisiaj. Biżuterię, którą projektuje i wykonuje Kristi już kiedyś pokazywałam, ale chętnie przypomnę TU. Duro jest ilustratorem i jestem pełna podziwu dla jej i jego prac.
Jeśli chodzi o lale to miałam bogatą dokumentację fotograficzną bo niedawno się widzieliśmy i stąd bardzo wypracowane drobiazgi- kolorowa torebka, której tkaninę haftowałam i pokazywałam tu jeszcze w stanie surowym, Duro ma w torbie kolorowe kredki z patyczków do szaszłyków i blok rysunkowy:)




wtorek, 24 sierpnia 2010

detale

Weekendowe szycie pozwoliło mi wypracować kilka lalowych drobiazgów : bojówki, żółte trampki, komplet koronkowej bielizny i kilka innych, które pokażę później. Namalowałam też buźki ostatniej parze, a napięcie przy tym było wielkie:) No i mam takie nowe  zamówienie, że pękniecie ze śmiechu jak je ujawnię...




piątek, 20 sierpnia 2010

ludzie nadal bez twarzy:)

Żona pana w garniturze, którego tak pochwaliłyście, że aż się boję malować mu buziunię, miała mieć granatową sukienkę w białe grochy. Zafiksowałam się na tych grochach kompletnie, odwiedziłam wszystkie możliwe lumpeksy, przejrzałam własne zasoby no i sklep z tkaninami. Wydawało mi się, że takich grochów wszędzie pełno i znajdę je bez problemu ale jedyne co udało mi się kupić to lumpeksowa spódnica, która po wyniesieniu z mroków sklepu okazała się raczej fioletowa niż granatowa. Był też w zapasie granat w groszki ze sklepu, ale na tkaninie w rodzaju fartucha woźnej z podstawówki, na to nie mogłam pozwolić! Toteż jedyne rozwiązanie jakie mi zostało to malowanie groszków. Udało się, nawet nie było takie mordercze jak myślałam i od razu bardzo mi się chciało uszyć z tego sukienkę. Kreacje skończone bo i torebeczkę białą dorobiłam, ale zdjęcia całości będą z twarzami już:)
A od kuchni... wybrnęłam z wieeelkiego nadmiaru ogórków (i mam już tylko zwykły nadmiar) robiąc tą podejrzaną zapiekankę z wczorajszego posta. Jest świetna, polecam!
I miłego weekendowania Wam życzę, twórczego i relaksującego zarazem;)



czwartek, 19 sierpnia 2010

ludzie bez twarzy

a raczej lale bez twarzy (jeszcze!). Jestem w trakcie szycia dwóch par- jedna bardziej zaawansowana to rodzice pani Aldony i pierwszy raz w życiu szyłam garnitur- jakikolwiek- nawet mój Ken wieki temu był ubogi raczej i miał tylko gotową białą marynarkę, która pewnie była w zestawie z nim:) Nie tylko garnitur ale i krawat- który wiązałam według instrukcji z netu bo mi Ukochany z domu wybył.
Ukochany po kilkudniowym pobycie u rodziców wrócił z taką ilością warzyw i owoców prosto z ogrodu, że śmiałam się, że może zrobić zastępstwo w osiedlowym warzywniaku, który na tydzień został zamknięty (na czas urlopu). No i co z tym wszystkim zrobić? Śliwki jakoś uratowaliśmy i przez dwa kolejne wieczory piekłam placek ze śliwkami (znika w miarę szybko) ale te ogórki? Znalazłam przepis na zapiekankę z ogórków i chyba spróbujemy chociaż jak się zastanowić to może być dziwne, próbował ktoś?
Dziewczyny, dziękuję za podpowiedzi wycieczkowe w komentarzach z poprzedniego posta, na pewno skorzystam, tylko szkoda, ze tak daleko wszystkie te atrakcje...:)





poniedziałek, 16 sierpnia 2010

wracam:)

Uuu, takiej przerwy wakacyjnej to jeszcze nie było. Tak się jakoś składało, że przed wyjazdem mieliśmy gości, potem dopinaliśmy masą spraw przedwakacyjnych a po powrocie wpadłam w młyn pracowy i nadal nie mogę się odnaleźć. Nawet nie wiem od czego zacząć, bo wakacje wcale nie przeszkadzają w działaniach twórczych i jak się łatwo domyślić moja produkcja też nie stanęła w miejscu. W samochodzie świetnie robi się na drutach więc mam sweter na ukończeniu a lalom szyłam mnóstwo przygotowanych wcześniej drobiazgów dających się uszyć ręcznie (czasem tak jest nawet wygodniej). Wszystko to już niebawem ale na pierwszy post wyselekcjonowałam zdjęcia z Muzeum Zabawek w Kielcach. Kielce marzyły mi się od dawna, własnie z powodu tego wyjątkowego miejsca i rzeczywiście warto było. Zobaczcie! A po muzeum była kawka i studiowanie katalogu z wystawy:)