czwartek, 19 sierpnia 2010

ludzie bez twarzy

a raczej lale bez twarzy (jeszcze!). Jestem w trakcie szycia dwóch par- jedna bardziej zaawansowana to rodzice pani Aldony i pierwszy raz w życiu szyłam garnitur- jakikolwiek- nawet mój Ken wieki temu był ubogi raczej i miał tylko gotową białą marynarkę, która pewnie była w zestawie z nim:) Nie tylko garnitur ale i krawat- który wiązałam według instrukcji z netu bo mi Ukochany z domu wybył.
Ukochany po kilkudniowym pobycie u rodziców wrócił z taką ilością warzyw i owoców prosto z ogrodu, że śmiałam się, że może zrobić zastępstwo w osiedlowym warzywniaku, który na tydzień został zamknięty (na czas urlopu). No i co z tym wszystkim zrobić? Śliwki jakoś uratowaliśmy i przez dwa kolejne wieczory piekłam placek ze śliwkami (znika w miarę szybko) ale te ogórki? Znalazłam przepis na zapiekankę z ogórków i chyba spróbujemy chociaż jak się zastanowić to może być dziwne, próbował ktoś?
Dziewczyny, dziękuję za podpowiedzi wycieczkowe w komentarzach z poprzedniego posta, na pewno skorzystam, tylko szkoda, ze tak daleko wszystkie te atrakcje...:)