piątek, 20 sierpnia 2010

ludzie nadal bez twarzy:)

Żona pana w garniturze, którego tak pochwaliłyście, że aż się boję malować mu buziunię, miała mieć granatową sukienkę w białe grochy. Zafiksowałam się na tych grochach kompletnie, odwiedziłam wszystkie możliwe lumpeksy, przejrzałam własne zasoby no i sklep z tkaninami. Wydawało mi się, że takich grochów wszędzie pełno i znajdę je bez problemu ale jedyne co udało mi się kupić to lumpeksowa spódnica, która po wyniesieniu z mroków sklepu okazała się raczej fioletowa niż granatowa. Był też w zapasie granat w groszki ze sklepu, ale na tkaninie w rodzaju fartucha woźnej z podstawówki, na to nie mogłam pozwolić! Toteż jedyne rozwiązanie jakie mi zostało to malowanie groszków. Udało się, nawet nie było takie mordercze jak myślałam i od razu bardzo mi się chciało uszyć z tego sukienkę. Kreacje skończone bo i torebeczkę białą dorobiłam, ale zdjęcia całości będą z twarzami już:)
A od kuchni... wybrnęłam z wieeelkiego nadmiaru ogórków (i mam już tylko zwykły nadmiar) robiąc tą podejrzaną zapiekankę z wczorajszego posta. Jest świetna, polecam!
I miłego weekendowania Wam życzę, twórczego i relaksującego zarazem;)