wtorek, 6 grudnia 2011

stary piernik

Mam nadzieję, że Mikołaj o Was dzisiaj nie zapomniał:):):) Ja od wczoraj święta obchodzę, dekoracje rozwiesiłam i już się nie dam skrytykować, że to za wcześnie! Od dzisiaj chyba można? Miałam pokazać Wam całkiem coś innego, ale że mój ukochany pomknął do pracy z aparatem- musiałam zmienić plan i prezentuję piernikowe zawieszki, zrobiłam ich duuużo więcej niż na zdjęciach ale zdjęcia sprzed ładnych kilku/ kilkunastu? dni. Wesołych Mikołajek Moi Drodzy.




poniedziałek, 28 listopada 2011

wycieraczka:)

Im więcej mam do zrobienia, tym więcej wymyślam nowych zadań, oczywiście wymagających czasu i cierpliwości, ostatecznie praca nigdy się nie kończy... Ostatnio doprawiłam sobie weekendowy odpoczynek wizją dywanika z tkanin, których prawdopodobnie nie użyję już do szycia  (bo wzorek nie ten, bo biel pożółkła albo kolory wyblakłe). Prawda jest taka, że większość tkanin do szycia zabawek wykopuję gdzieś w lumpeksach, wzory mają niepowtarzalne, często niestety mają one swoje wady bo przecież były "używane". Najgorzej jeśli te wady dostrzegam dopiero po uszyciu jakiegoś stwora! Aby tego uniknąć, staram się być bardzo krytyczna, ale i tak zdarzają się pomyłki. "Pomyłki" zalegają więc w szufladach i zakamarkach naszego niewielkiego mieszkania i wreszcie znalazłam na nie sposób. Uprzedzam, że jest to misja dla wyjątkowo cierpliwych, bo na razie wyplotłam mniej więcej wycieraczkę:) Dobrego poniedziałku Moi Drodzy! Wiatr wreszcie ucichł.



czwartek, 24 listopada 2011

rozpędziłam się

Szklane oczy wywarły na mnie tak hipnotyzujące wrażenie, że z rozpędu uszyłam kolejne miśki i od rana się na nie gapię. Nie mogę zdecydować, którego lubię najbardziej:) Może ten kremowo- niebieski? Ma rzęsy! Ciekawa jestem który jest Waszym faworytem?




środa, 23 listopada 2011

miś szklane oczko

Może to nie miś nawet, ale jeszcze go nie nazwałam a chcę się pochwalić nowym pomysłem na zabawkowe oczy. Wykorzystałam szklane krążki, kupione kiedyś do biżuterii, nie pasowały jednak rozmiarem do oprawy więc ich do tej pory nie użyłam. A tu nagle misiowi były oczka potrzebne... Wydrukowałam zdjęcia źrenic w różnych wersjach kolorystycznych, przykleiłam super glue do szkiełek, poobcinałam papier, dokleiłam do buźki i jeszcze doprawiłam paseczkiem filcu (na klej i obszyłam dla pewności). Nie powinno się odkleić- może się jedynie stłuc. A teraz błyskamy do Was misiowym oczkiem i życzymy dobrej nocy.







poniedziałek, 21 listopada 2011

mleczne aniołki

Muszę przyznać, że nie mogę się w tym roku doczekać świąt, najchętniej już postawiłabym choinkę, żeby zapomnieć o tej mglistej jesieni za oknem. Żeby się już troszkę nastroić zabrałam się za aniołki, temat przyjemny i całkiem świąteczny, gdyby nie to, że mają miny oszołomów i chyba nie zostaną aniołami stróżami. Kto by chciał  mieć niepoczytalnego anioła stróża?:) Wykorzystałam do ich uszycia len z delikatnym połyskiem (czego nie widać niestety na zdjęciach, była to niedoszła sukienka ślubna), beżową dzianinkę (ścinki po szytych spodniach z burdy), stare guziki i dwie stare szydełkowe serwetki, recycling na całego:) Dobrego poniedziałku!






piątek, 18 listopada 2011

muchomory na humory

Nie wiem do czego one są, ale nie mogłam się oprzeć i właściwie pomysł chodził za mną już długi czas... Gdzieś tam był podpatrzony, ale nie pamiętam już gdzie:) Uszyłam więc muchomorki, które pasują ślicznie do naszych wszystkich kubków i filiżanek w groszki (już się mała kolekcja uzbierała!), które uwielbiam. Nawet obłupane czerwone pazury mnie nie odstraszą, żeby Wam się zaprezentować. A co! Miłego weekendu Drogie Czytelniczki/ Drodzy Czytelnicy/ Oglądacze i Zaglądacze, dziękuję, że jesteście.



czwartek, 3 listopada 2011

wyposażenie sekretnej lali

Szyłam ostatnio śliczną pannę, której nie mogę Wam niestety pokazać, bo taka była prośba zamawiającego, mam jednak pozwolenie na to by zaprezentować kilka drobiazgów, które miała na wyposażeniu. Torebka z całą zawartością (mój pierwszy mini telefon!) oraz laptop z odtwarzanym filmem. Kto zgadnie jakim?:)





niedziela, 16 października 2011

pigwa

Pokazuję bo apetyczne, jesienne, ciepłe i w sam raz do herbaty. Cytryna nam w tym roku potrzebna nie będzie:)   Pigwę do tej pory znałam tylko ze słyszenia i nie bardzo wiedziałam co z nią zrobić ale wyedukowana internetowo jakoś dałam radę. Ciepłej niedzieli Wam życzę!





piątek, 14 października 2011

ślubne

Nie mogę uwierzyć, że nie publikowałam tych zdjęć na blogu... co za brak pamięci:). Znajoma jeszcze jednej wakacyjnej pary ślubnej zamówiła lale w prezencie a ja dowiedziałam się, że portretowana pani zajmuje się scenografią a pan teatrem lalkowym i że lale mają być czarno- białe. Takie wyzwanie:) Nagormadziłam więc kilka odcieni szarości i zabrałam się do pracy. Lale się podobały a ja niedawno dostałam zdjęcie portretowanych razem z lalami więc jest dobra okazja by je Wam pokazać:)










wtorek, 11 października 2011

sesja

Wracając do ślubnego tematu (jeszcze raz bardzo Wam dziękuję za wszystkie życzenia, dopiero zauważyłam, że pod postem o ślubie nadal przybywa komentarzy!) muszę napisać słów kilka o zdjęciach i naszej sesji bo odbyła się dopiero dwa dni temu! Sesja to w naszym wypadku bardzo wielkie słowo i może nie powinnam go nawet używać ale niech będzie;) Prawda jest taka, że faceci, nie wyłączając Tomka, nie znoszą takich akcji, zgadza się? Po pierwsze trzeba się jeszcze raz ubrać w to straszne ubranie nie będące bojówkami i bluzą, trzeba gdzieś pojechać, zapanować nad plenerem, zwalczyć co najmniej kilka przeciwności losu, nie zapomnieć sprzętu albo obrączki (nowa i nadal nieoswojona rzecz u mojego męża), się ustawiać, uśmiechać albo wygłupiać- a to wszystko dla tak bezsensownej pamiątki jak zdjęcia ślubne (które i tak oglądają tylko dziewczyny!). Nonsens, ale wiecie co? jakoś nam się udało:) I w dodatku zrobiliśmy to całkiem sami, bez fotografa! Zabraliśmy na zdjęcia naszego kota Marcepana, który musiał zamieszkać u rodziców (moja astma) ale nadal jest nasz. Marcepan ma anielskie skrzydła, drzewo zostało ubrane w pompony a Tomek nie chce się Wam pokazywać więc go wyblurowałam:) Dobrego wieczoru!






z dedykacją dla Ewy;)


czwartek, 6 października 2011

złota góra

Wszystko mi się pomieszało z powodu zajęć na uczelni:) Bardzo ciężko jest po 3 miesiącach przerwy na nowo wejść w jakiś tryb regularny, a nie zależny ode mnie:) Taaak, wiem, to luksus... W każdym razie po intensywnych zajęciach w sobotę, niedzielę, poniedziałek i środę czuję jakby właśnie zaczynał się weekend, to zrozumiałe, prawda? Trzeba jednak mimo wszystko popracować nad projektami, ale na osłodę upiekłam nam wczoraj złotą górę rogalików z jabłkiem (i rodzynkami, i płatkami migdałów!). Ooch, przepyszne są i góra nam się z jednej strony wyjadła od wczorajszego wieczora:) Przepis znalazłam TU, trochę go modyfikowałam bo moje ciasto było konsystencji raczej płynnej, dosypywałam więc mąkę tu i ówdzie ale mimo wszystko polecam!
I jeszcze, skoro już jesteśmy w kuchni dorzucę zdjęcia z przedwczorajszego smażenia racuchów (mmm...). U mnie smażenie = czytanie, no bo co robić żeby się nie przypaliły?:) Też tak macie? Bardzo słodko Was pozdrawiam!







środa, 5 października 2011

mini mini

Znów popełniłam kilka miniaturek:) Pełna podziwu dla modelinowej miniaturzystki z TEGO BLOGA starałam się rozgryźć różne sztuczki techniczne, nie zawsze z dobrym skutkiem. Kiedyś wydawało mi się całkiem niemożliwe, że faktura udająca ciasto jest robiona/ "wydziabana" igiełką czy innym szpikulcem i efekt jest nadal średnio przewidywalny (kwestia wprawy?). Zadziwiały mnie też miniaturki pieczywa posypane jakby mąką albo owoce z cieniowanym kolorem, bo jak to można zrobić? Wiecie jak? Używa się do takiego "malowania" suchych, startych na pyłek pasteli i przed wypieczeniem modelinowego wyrobu nakłada na sucho pędzelkiem. Tak powstały moje jabłuszka:). Jabłka mają też (niektóre) ogonki z kawałka brązowej nitki (tylko nić była odpowiedniej grubości) a koszyk zszyty z resztek plecionego sznurka. Dla dopełnienia "makijażu" pokropiłam je też farbą akrylową wykorzystując starą szczoteczkę do zębów i mają malutkie piegi:)
Jeśli chodzi o ciastka... faktura nadal nie do końca mi się podoba, ale za to są "przypieczone" od spodu (suche pastele) a wisiorek z różowym kawałkiem tortu miał być wysłodzony maksymalnie i z różowym lukrem- bo taki tort najbardziej lubi jego pięcioletnia właścicielka:) Smacznego!:)