sobota, 30 lipca 2011

na drogę:)

W najmniej odpowiedniej chwili bo dziś- dzień przed wyjazdem ( w absolutnym chaosie i bałaganie) MUSIAŁAM zrobić ten wisiorek. Jak zwykle pomysł był jak strzał pioruna i realizacja właściwie też. Bazy do wisiorków kupiłam jakiś czas temu z zamiarem wstawienia w nie szkiełek, ale szkiełka okazały się w złym rozmiarze. Ale od czego jest modelina?:) Wykorzystałam też maleńkie ludziki do makiet, kiedyś kupione w sklepie modelarskim, podobne są tutaj... Wyszła mi całkiem romantyczna scenka, prawda? Mam milion pomysłów na więcej... a tymczasem znikam na małe wakacje i wakacyjnie Was pozdrawiam!




Dominika i Oskar

Nowe twarze w moim lalowym świecie to Dominika i Oskar, czyli para, która niedawno miała ślub i została zamówiona w wakacyjno- ślubnym prezencie:) Mi dużo frajdy sprawiły kwiatki, naszyjnik panny młodej i jej piękny kok wykończony koronką, za to krawat wymagał malowania tkaniny, bo akurat takich pasków nie miałam w swoich zasobach. Mam nadzieję, że się ucieszą z tej niespodzianki.





wtorek, 19 lipca 2011

31

Jako, że mało mnie tu było prywatnie ostatnio... (chociaż lale są kawałkiem duszy!) ale takie sygnały dostałam... że mało:) Dzisiaj absolutny PRIV. Czyli o tym jak spędziłam to okrutne i bezwzględne święto a Tomek dokładał wszelkich starań, żebym tego nie poczuła.






Matylda i jej przygody

Może zaglądacie na bloga Matyldy i jej rodziców czyli brygady M3? Ja jestem oczywiście stałym gościem w ich świecie i w dodatku znamy się od daaawna "na żywo". Tymczasem Matylda dojrzała do swojej własnej lali- sobowtóra i podobno zrobiła furorę w przedszkolu pojawiając się z drugą Matyldą. A że najważniejsze są detale nie muszę Wam mówić:) Dlatego Matylda ma koszulkę z nadrukiem takim jak w rzeczywistości, prawie taką samą torebeczkę i prawie taką samą spódnicę i czapeczkę. W torebce mieszkają dwa ulubione szczurki (zabawki z IKEA, które ostatnio były ukochane), troszkę słodyczy i bardzo ważne- pomadki Nivea bo to namiastka dorosłego makijażu.






piątek, 15 lipca 2011

Tobiasz, czyli nowy rodzaj buldoga

Lubię się grzebać we własnym dzieciństwie i odkopywać różne wspomnienia, co pewnie nie jedna z Was już zauważyła. Chyba trochę jest tak, że odwoływanie się do tamtej epoki daje więcej zrozumienia TERAZ, a jeżeli robi się coś "w kierunku dzieci", których się jednak nie ma to fajnie jest przynajmniej przypomnieć sobie jak to było. Oby nie popaść w przesadę:) Jednym ze wspomnień jest to, że po pierwszym dniu czy tygodniu w przedszkolu, do którego bardzo nie chciałam iść dostałam w prezencie od taty obiecanego pieska- miniaturkę, czyli klasycznego szmacianego małego pieska, model bardzo popularny, pamiętacie? Kiedy dobrałam się do starej książki "Zabawki z tkanin", którą już Wam kiedyś pokazywałam i zobaczyłam wykroje na te PRL-owskie pieski wiedziałam, że kiedyś zapragnę wrócić do tematu. Co wreszcie nastąpiło:) I tak uszyłam Tobiasza, który w oryginalnej książkowej instrukcji a) był buldogiem; b) był ze sztucznego futra; c) wypchanego trocinami!; d) miał skórzany nosek, filcowy języczek i ceratowe podkładki pod oczy udające białka; czyli wprowadziłam kilka zmian i Tobiasz jest znacznie bardziej miękki i znacznie bardziej przyjazny ale ma ten sam KSZTAŁT, co czyni go zupełnie wyjątkowym zwierzem.





czwartek, 14 lipca 2011

bawełniane wesele

Dziś pokażę Wam przemiłą londyńską rodzinkę, którą uszyłam ostatnio na ich drugą rocznicę ślubu. Sirpa (mama) zamówiła u mnie lale ponieważ druga rocznica, gdybyście nie wiedzieli (ja naturalnie nie miałam pojęcia!) zwie się bawełniana i jest to okazja w sam raz na uszycie lal, prawda? Bardzo się cieszę, że miałam okazję ich ulalowić i mam nadzieję, że lale dotrą na czas.








wtorek, 12 lipca 2011

Józefina czyli lalkoszczur

Zdarza się, że strzela we mnie pomysł/ piorun i natychmiast muszę spróbować uszyć "to coś". Ostatnio była to lala z profilem, a w swojej karierze uszyłam tylko dwie takie panny, za każdym razem szczurowate z buzi, ale dość sympatyczne mimo wszystko. Nic się nie zmieniło. Trzecia też jest szczurowata. I miła! Ale szczurowata... Poznajcie Józefinkę, która otrzymała pasiasty sweterek, jeansową spódnicę i zapinaną na zatrzask torebeczkę już w dniu swoich narodzin:)





środa, 6 lipca 2011

Karolina

Wracam po długiej przerwie, podczas której rozstrzygałam różne dylematy dotyczące sensu blogowania, bo do czego mi to i po co? Pewnie też tak macie raz na jakiś czas... Z jednej strony oczywiście jest tyle przemiłych osób, których nigdy bym nie spotkała gdyby nie to, że kilka lat temu potrzebowałam jakiejkolwiek strony do pokazywania swoich projektów i prezentowania całego tego dorobku... Dziękuję, że jesteście! Że zaglądacie tu mimo tej przerwy a Ci którzy znają mnie na żywo pytają co to się stało, że znikłam. No właśnie nic się nie stało:) Tylko bałagan w głowie i chyba chciałam to sobie uporządkować (a nie da się!), zakreślić jakieś obszary wirtualnej obecności (niemożliwe). Mimo wielkiego chaosu w myślach i jak zwykle lekkiego w życiu witam się z Wami bardzo ciepło.
Pierwsza lala, którą postanowiłam pokazać to Karolina, uszyta na zamówienie swojej przyjaciółki Aliny, fotografki, której portfolio możecie podziwiać TU. Karolina koniecznie musiała mieć różowe szpilki i różowego laptopa z otwartą stroną Facebooka, bo podobno jest uzależniona:) Odtąd laptop jest moim kolejnym faworytem z dziedziny akcesoriów:) Tutaj kilka zdjęć lali w stanie surowym:







oraz Karolina podczas sesji na plaży: