czwartek, 29 września 2011

Mr. Blu

Jakże tu go nazwać tego stwora? No niebieski jest:) i fioletowy miejscami. A na początku miał mieć mordkę misia, jednak bez wymalowanego pyszczka przypominał bardziej kosmitę, Shreka nawet (po kuracji odchudzającej i farbowaniu)... Nazwałam go więc Mr. Blu, a co! Widzicie, już w pierwszym tygodniu "mojego nowego życia" (!!!) siadłam do maszyny, uszyłam i zepsułam (maszynę niestety). To na pewno nie koniec. Pozdrowienia słoneczne ślę:)





wtorek, 27 września 2011

23. 09

Czas wszystko wyjaśnić:)  Taaakiej długiej przerwy to tu jeszcze nie było, ale wiem, ze mi wybaczycie... W dodatku wracam! Wracam do szycia i do blogowania pewnie też, do normy:) do życia:) Na chwilę wszystko zastygło w wielkim napięciu a pracy nie brakowało ponieważ... w ostatni piątek wzięliśmy ślub!!! Był kameralny,  mieliśmy się nie stresować (a jednak!), spokojny i NASZ. Wymagał kilku kompromisów estetycznych (hehe)- to nieuniknione. Pomogli nam przyjaciele, którzy są/ lub okazali się- profesjonalistami, każdy we własnej dziedzinie, towarzyszyli najbliżsi i było cudnie. Nie mogę się powstrzymać i oczywiście pokażę kilka zdjęć:) Jeśli macie ochotę zobaczyć nasz tort- jest TU- łącznie z przepisem! Pozdrawiam Was jeszcze z krainy rozczulonej młodej żony:P Ach, a na końcu piękny cytat, który znalazłam na którymś z blogów, bardzo w temacie:)