niedziela, 16 października 2011

pigwa

Pokazuję bo apetyczne, jesienne, ciepłe i w sam raz do herbaty. Cytryna nam w tym roku potrzebna nie będzie:)   Pigwę do tej pory znałam tylko ze słyszenia i nie bardzo wiedziałam co z nią zrobić ale wyedukowana internetowo jakoś dałam radę. Ciepłej niedzieli Wam życzę!





piątek, 14 października 2011

ślubne

Nie mogę uwierzyć, że nie publikowałam tych zdjęć na blogu... co za brak pamięci:). Znajoma jeszcze jednej wakacyjnej pary ślubnej zamówiła lale w prezencie a ja dowiedziałam się, że portretowana pani zajmuje się scenografią a pan teatrem lalkowym i że lale mają być czarno- białe. Takie wyzwanie:) Nagormadziłam więc kilka odcieni szarości i zabrałam się do pracy. Lale się podobały a ja niedawno dostałam zdjęcie portretowanych razem z lalami więc jest dobra okazja by je Wam pokazać:)










wtorek, 11 października 2011

sesja

Wracając do ślubnego tematu (jeszcze raz bardzo Wam dziękuję za wszystkie życzenia, dopiero zauważyłam, że pod postem o ślubie nadal przybywa komentarzy!) muszę napisać słów kilka o zdjęciach i naszej sesji bo odbyła się dopiero dwa dni temu! Sesja to w naszym wypadku bardzo wielkie słowo i może nie powinnam go nawet używać ale niech będzie;) Prawda jest taka, że faceci, nie wyłączając Tomka, nie znoszą takich akcji, zgadza się? Po pierwsze trzeba się jeszcze raz ubrać w to straszne ubranie nie będące bojówkami i bluzą, trzeba gdzieś pojechać, zapanować nad plenerem, zwalczyć co najmniej kilka przeciwności losu, nie zapomnieć sprzętu albo obrączki (nowa i nadal nieoswojona rzecz u mojego męża), się ustawiać, uśmiechać albo wygłupiać- a to wszystko dla tak bezsensownej pamiątki jak zdjęcia ślubne (które i tak oglądają tylko dziewczyny!). Nonsens, ale wiecie co? jakoś nam się udało:) I w dodatku zrobiliśmy to całkiem sami, bez fotografa! Zabraliśmy na zdjęcia naszego kota Marcepana, który musiał zamieszkać u rodziców (moja astma) ale nadal jest nasz. Marcepan ma anielskie skrzydła, drzewo zostało ubrane w pompony a Tomek nie chce się Wam pokazywać więc go wyblurowałam:) Dobrego wieczoru!






z dedykacją dla Ewy;)


czwartek, 6 października 2011

złota góra

Wszystko mi się pomieszało z powodu zajęć na uczelni:) Bardzo ciężko jest po 3 miesiącach przerwy na nowo wejść w jakiś tryb regularny, a nie zależny ode mnie:) Taaak, wiem, to luksus... W każdym razie po intensywnych zajęciach w sobotę, niedzielę, poniedziałek i środę czuję jakby właśnie zaczynał się weekend, to zrozumiałe, prawda? Trzeba jednak mimo wszystko popracować nad projektami, ale na osłodę upiekłam nam wczoraj złotą górę rogalików z jabłkiem (i rodzynkami, i płatkami migdałów!). Ooch, przepyszne są i góra nam się z jednej strony wyjadła od wczorajszego wieczora:) Przepis znalazłam TU, trochę go modyfikowałam bo moje ciasto było konsystencji raczej płynnej, dosypywałam więc mąkę tu i ówdzie ale mimo wszystko polecam!
I jeszcze, skoro już jesteśmy w kuchni dorzucę zdjęcia z przedwczorajszego smażenia racuchów (mmm...). U mnie smażenie = czytanie, no bo co robić żeby się nie przypaliły?:) Też tak macie? Bardzo słodko Was pozdrawiam!







środa, 5 października 2011

mini mini

Znów popełniłam kilka miniaturek:) Pełna podziwu dla modelinowej miniaturzystki z TEGO BLOGA starałam się rozgryźć różne sztuczki techniczne, nie zawsze z dobrym skutkiem. Kiedyś wydawało mi się całkiem niemożliwe, że faktura udająca ciasto jest robiona/ "wydziabana" igiełką czy innym szpikulcem i efekt jest nadal średnio przewidywalny (kwestia wprawy?). Zadziwiały mnie też miniaturki pieczywa posypane jakby mąką albo owoce z cieniowanym kolorem, bo jak to można zrobić? Wiecie jak? Używa się do takiego "malowania" suchych, startych na pyłek pasteli i przed wypieczeniem modelinowego wyrobu nakłada na sucho pędzelkiem. Tak powstały moje jabłuszka:). Jabłka mają też (niektóre) ogonki z kawałka brązowej nitki (tylko nić była odpowiedniej grubości) a koszyk zszyty z resztek plecionego sznurka. Dla dopełnienia "makijażu" pokropiłam je też farbą akrylową wykorzystując starą szczoteczkę do zębów i mają malutkie piegi:)
Jeśli chodzi o ciastka... faktura nadal nie do końca mi się podoba, ale za to są "przypieczone" od spodu (suche pastele) a wisiorek z różowym kawałkiem tortu miał być wysłodzony maksymalnie i z różowym lukrem- bo taki tort najbardziej lubi jego pięcioletnia właścicielka:) Smacznego!:)






poniedziałek, 3 października 2011

kupowanie

Byłam pewna, że cytowałam tu już kiedyś taki tekst Świetlickiego, ale to musiało być w innym życiu, bo nie ma go w tekstach:) W każdym razie brzmi on tak:

KUPOWANIE

Ryż, bo ryż.
Gazeta, bo program TV.
Szpinak, ponieważ brak mi wyobraźni.
Czosnek, bo do szpinaku.
Sok marchewkowy, bo tak.

Papierosy, gdyż bez nich zmarłbym.
Jajka, bo są przydatne.
Jogurt, bo jogurt.
Seler, bo taki kaprys.

Ryba, albowiem jeszcze nie jesteśmy
w Erze Wodnika.

Świetlicki zapomniał jednak o herbacie! Herbata- bo opakowanie:) Tak byłoby w mojej wersji z soboty. Nieczęsto tak mam, a już na pewno nie przyznawałam się do tego na blogu, ale kiedy zobaczyłam w sklepie TE OPAKOWANIA, zakochałam się bez reszty:) I tak pierwszy reklamowy post za mną!? No cóż, herbatki są organiczne i zdrowe więc niech tak będzie:) Miłego poniedziałku Wam życzę!