czwartek, 6 października 2011

złota góra

Wszystko mi się pomieszało z powodu zajęć na uczelni:) Bardzo ciężko jest po 3 miesiącach przerwy na nowo wejść w jakiś tryb regularny, a nie zależny ode mnie:) Taaak, wiem, to luksus... W każdym razie po intensywnych zajęciach w sobotę, niedzielę, poniedziałek i środę czuję jakby właśnie zaczynał się weekend, to zrozumiałe, prawda? Trzeba jednak mimo wszystko popracować nad projektami, ale na osłodę upiekłam nam wczoraj złotą górę rogalików z jabłkiem (i rodzynkami, i płatkami migdałów!). Ooch, przepyszne są i góra nam się z jednej strony wyjadła od wczorajszego wieczora:) Przepis znalazłam TU, trochę go modyfikowałam bo moje ciasto było konsystencji raczej płynnej, dosypywałam więc mąkę tu i ówdzie ale mimo wszystko polecam!
I jeszcze, skoro już jesteśmy w kuchni dorzucę zdjęcia z przedwczorajszego smażenia racuchów (mmm...). U mnie smażenie = czytanie, no bo co robić żeby się nie przypaliły?:) Też tak macie? Bardzo słodko Was pozdrawiam!







6 komentarzy:

Jagna pisze...

Rogaliki prezentują się pysznie! Siedzę i przełykam ślinkę :)
Ostatnio co wejdę do Ciebie to głodna wychodzę :)
Pozdrawiam cieplutko

mForm pisze...

Jakoś tak głodna się zrobiłam:)

Ewa pisze...

mniam...chyba ze z modeliny ;) bo u Agi to nigdy nic do końca nie wiadomo...

ARTCORE SILVER pisze...

co za pyszności :) aż muszę iść po mopa do tej śliny... ;)

Psie Wędrówki pisze...

ależ pysznieeeee

beniaminka pisze...

U mnie smażenie (racuchy lub naleśniki) równa się jeszcze czasem sprzątanie kuchni :)