środa, 26 stycznia 2011

kolory

Dziś był dzień farbowania, bo jak już kiedyś pisałam nasze sklepy z tkaninami nie oferują żadnej gamy kolorów ciałkowych, brzoskwiniowych, łososiowych czy innych tego rodzaju i jestem zmuszona co jakiś czas robić akcję farbowanie. Zabawy jest sporo, bo pigmenty też muszę sobie umieszać z gotowych: żółtego, czerwonego i brązu i oczywiście pierwszy wychodzi za mocny, drugi za żółty, trzeci za różowy, czwarty za słaby i tak dalej:) Jednak udało mi się osiągnąć jakąś minimalną rozpiętość tonów i żadna karnacja lalowa już mi nie straszna. W dodatku mam zapas, och jak ja lubię mieć zapas! A kolory ładne były... i wczoraj nad morzem też- jakoś w folderze ze zdjęciami ułożyły mi się w całość. Życzę Wam dobrej nocy i (nie może być inaczej!) kolorowych snów.