piątek, 15 lipca 2011

Tobiasz, czyli nowy rodzaj buldoga

Lubię się grzebać we własnym dzieciństwie i odkopywać różne wspomnienia, co pewnie nie jedna z Was już zauważyła. Chyba trochę jest tak, że odwoływanie się do tamtej epoki daje więcej zrozumienia TERAZ, a jeżeli robi się coś "w kierunku dzieci", których się jednak nie ma to fajnie jest przynajmniej przypomnieć sobie jak to było. Oby nie popaść w przesadę:) Jednym ze wspomnień jest to, że po pierwszym dniu czy tygodniu w przedszkolu, do którego bardzo nie chciałam iść dostałam w prezencie od taty obiecanego pieska- miniaturkę, czyli klasycznego szmacianego małego pieska, model bardzo popularny, pamiętacie? Kiedy dobrałam się do starej książki "Zabawki z tkanin", którą już Wam kiedyś pokazywałam i zobaczyłam wykroje na te PRL-owskie pieski wiedziałam, że kiedyś zapragnę wrócić do tematu. Co wreszcie nastąpiło:) I tak uszyłam Tobiasza, który w oryginalnej książkowej instrukcji a) był buldogiem; b) był ze sztucznego futra; c) wypchanego trocinami!; d) miał skórzany nosek, filcowy języczek i ceratowe podkładki pod oczy udające białka; czyli wprowadziłam kilka zmian i Tobiasz jest znacznie bardziej miękki i znacznie bardziej przyjazny ale ma ten sam KSZTAŁT, co czyni go zupełnie wyjątkowym zwierzem.