czwartek, 6 września 2012

2x20

Jako przerywnik międzylalowy zdarza mi się szyć literki... i cyferki... jednym słowem wielkie poduchy na wielkie okazje. Zazwyczaj jak ognia unikałam rozciągliwych tkanin, bo poprzednia maszyna średnio się do nich nadawała, ale patrzcie, nowa dała radę nawet ze srebrnym lateksowym czymś, co błyszczy się jak lusterko:) Powstały  więc dwie dwudziestki, bardzo srebrne i bardzo miękkie, powiedziałabym, że flaczeją w  pionie, ale dały się sfotografować.
A ja obudziłam się dzisiaj parskając śmiechem a później śmiejąc się z tego śmiechu zapomniałam co takiego mi się śniło. Jaki to dobry początek dnia. Śmiechu Wam życzę dzisiaj, bezwzględnie!