wtorek, 21 maja 2013

z bocianem

Szyłam już lale z ulubionymi kotkami, pieskami, misiami a nawet ulubionym małym szczurkiem, ale bocian to jest pierwszy w mojej karierze. Bocian dla dziewczyny, która podobno kocha bociany. Para szyta na okazję ślubu, w strojach zupełnie zwyczajnych, choć nie powiem- torba pana młodego sprawiła mi ogromną frajdę! Ach, a okulary zostały domalowane później, kiedy okazało się, że jednak wciąż są na nosie :)










piątek, 17 maja 2013

śniadanko

Straszyłam już, że będą zielone koktajle? Jeśli nie uciekliście/ uciekłyście i nadal tu zaglądacie to dobry znak. Fakt, że wygląd "jedzenia" ma ogromne znaczenie a z tą zielonością green smoothies niełatwo się czasem pogodzić. Na początku wspominamy bajkę o Shreku... Stopniowo jednak zaczynamy zwracać uwagę, że smak jest całkiem niezły, samopoczucie lepsze i w sumie- da się to przeżyć jakoś:) Można też koktajle podawać w zamkniętych kubkach z rurką (szczególnie dzieciom), tak na dobry początek.
Dzisiaj z dumą prezentuję zielony koktajl ze szpinakiem w roli głównej, bo ja się szpinakiem ostatnio nie mogę wprost nacieszyć.



Składniki:

1 grejpfrut
2 banany
2 kępy szpinaku
garść namoczonych rodzynek dla osłody, może być też miód, daktyle (byle nie cukier)
woda







Wszystko w dość dowolnych ilościach (dla początkujących mniej szpinaku, więcej banana i rodzynek), ilość wody taka, żeby konsystencja nam pasowała.
Przed zmiksowaniem wygląda to tak:

 A po zmiksowaniu blenderem kielichowym tak:



A co dobrego mamy w szpinaku? Witaminę C, PP, potas, wapń, magnez, trochę żelaza (to mit, że jest go najwięcej właśnie w szpinaku). Smacznego!

czwartek, 16 maja 2013

delikatna panna Oliwka

i kot! Lala Oliwka prezentuje się Wam w swojej ulubionej czarnej sukieneczce, moich ulubionych podkolanówkach w grochy (ach jak miło było je stemplować w te groszki!), w białym sweterku oraz z ulubionym towarzyszem/ towarzyszką raczej, kotkiem szaraczkiem. Mam nadzieję, że mają mnóstwo nowych przygód z panną Oliwką we własnej osobie.









wtorek, 14 maja 2013

surowe babeczki

Obiecałam ostatnio, że trochę będzie bardziej "życiowo", a że u nas w kuchni nastała mała rewolucja- postanowiłam zacząć od kuchni i od czegoś przyjemnego. Koktajle z chwastami czy surówka z pokrzywą może odstraszać, ciasteczka już mniej, choćby były surowe. Idea całego tego surowego jedzenia jest taka, żeby jeść jak najwięcej "żywego" czyli nieprzetworzonego i niegotowanego, bo po nadmiernym podgrzaniu (nie mówiąc o wysmażeniu czy pieczeniu) tracimy mnóstwo witamin, minerałów, enzymów, różnych fajnych rzeczy, które powinniśmy sobie dostarczać, bynajmniej nie w tabletkach! Jeżeli macie ochotę poczytać o tej filozofii żywienia to materiałów w sieci jest mnóstwo, wystarczy wpisać hasło "raw food" albo "witarianizm" w Googla. Nie jestem tu od robienia wykładów, choć powiem szczerze, że nam ta dieta bardzo przypadła do gustu i mimo, że nie jesteśmy stuprocentowymi surojadami to sporo przepisów już przetestowaliśmy. Jest ciekawie. Głównym zamierzeniem jest jeść jak najprościej, owoce nie wymagają szczególnej obróbki, sałatki są świetne, ale czasem... czasem ma się ochotę na coś bardziej wymyślnego, na coś zbliżonego do ciasta na przykład! Przepisów na te surowe ciasta i słodycze też znajdziecie mnóstwo, można się wciągnąć, uprzedzam. Jeden z nich, na ciasteczka makowe znalazłam TUTAJ. Mak chodził za mną od dawna, więc nie było odwołania.



Przygotowujemy dwie masy, jedna będzie "ciastem", druga nadzieniem makowym.

ciasto:

daktyle ~ 100 gr
dowolne orzechy (u mnie laskowe) ~ 100 gr

nadzienie:

mak namoczony przez noc (lub co najmniej kilka godzin) ~ 100 gr
migdały (obrane) ~ 50 gr
rodzynki ~ 50 gr



Potrzebny tez będzie malakser, który nam to wszystko ładnie zmieli:)

Ciasto- siekamy orzechy, mielimy, siekamy daktyle, dodajemy do „mąki” orzechowej, która nam wyszła ze zmielonych orzechów.
Masa wygląda tak:



Tą masą wylepiamy dowolne foremki (u mnie babeczkowe silikony, których miałam się pozbyć ze względu na silikon, ale ponieważ ciastka nie są podgrzewane, jakoś to przeżyję)



Nadzienie- siekamy migdały, mielimy, dorzucamy rodzynki i odsączony mak, mielimy na papkę, która prezentuje się tak:



Kilka obranych migdałów zostawiamy dla dekoracji!



Nasze babeczki wypełniamy nadzieniem i mocno ugniatamy, układamy po kawałku migdała na wierzchu, wkładamy do lodówki (jak się schłodzą łatwiej wyjąć je z foremek).
Oczywiście jest to bomba kaloryczna i po jednym takim ciastku mamy dość ciastek an bardzo długo:) ale jest to też bomba wapnia, witaminy E, B2, B3, PP, magnezu, żelaza, potasu, witaminy A, C oraz fosforu. Smacznego!



poniedziałek, 13 maja 2013

Milenka na żywo

Dostałam dzisiaj dwa piękne zdjęcia od mamy Milenki. Zobaczcie jaką niespodzianką była dla niej lala. Ja jestem w takich momentach bardzo wzruszona i troszkę brakuje mi słów:)



czwartek, 9 maja 2013

Milenka

Czyli dziewczyna z maszyną do szycia! Jedną maszynę już szyłam, możecie ja zobaczyć TUTAJ, ale ta jest markowa i w różowe kwiatki. Szaleństwo. Przyznam szczerze, że sweterek robiłam ze trzy razy zanim wyszedł właściwy. Najpierw skręcał się cały łącznie z warkoczami przez moje koślawo nakładane oczka, potem miał za małe dziury na rękawy aż w końcu się udał. Nie muszę mówić, że jest miniaturką istniejącego swetra Milenki?:) Dobrego dnia Wam życzę!










środa, 8 maja 2013

pyszna babka


Zauważyliscie przemeblowanie na blogu? Postanowiłam zrobić wiosenne porządki tu i tam. Uzbierało się też kilka pomajówkowych rysunków i uznałam, że są w sam raz. Lalowe, zielone jak wiosna i precyzyjne- jak to ja:) Myślałam też o tym, że kiedyś ta strona opowiadała chociaż odrobinę o tym co się u mnie dzieje poza szyciem, potem jakoś się tak utajniłam i czasem żałuję. A że pomysłów mam aż nadto, chyba zacznę je jednak zdradzać, bo może będzie to dla kogoś inspiracją. Od dzisiaj zaczynam cykl „naturalnie”, w którym chcę pokazywać różne eko- wybory, których dokonaliśmy na przestrzeni ostatnich kilku lat, naszą kuchnię, która jest całkowicie zielona, wegańska i coraz bardziej surowa, pomysły na kosmetyki domowej roboty i różne recyclingowe sztuczki codzienne. Lale oczywiście też będą, bo je kocham!

 Czy piliście już zielone koktajle? Coraz częściej się o nich wspomina, zauważyłam, że i na blogach się pojawiły i mają coraz więcej zwolenników. Zielony koktajl to po prostu ulubione owoce z dużą garścią dowolnej zieleniny i wodą dobrze zblendowane, pyszne, pełne witamin i minerałów. Więcej o koktajlach znaleźć można TUTAJ i TUTAJ. Są naprawdę smaczne, choć niektórych zielony kolor odrobinę zniechęca... U mnie koktajle zajęły miejsce porannej kawy z mlekiem (kiedy to ja piłam kawę? A mleko? Już nie pamiętam, ale na blogu są dowody, że piłam). Są też dobrym pomysłem na szybkie śniadanie, bo nie zajmują dużo czasu a jeżeli wypełnicie je bananami, są sycące. Niestety nasz klimat i brak wcześniejszego przygotowania sprawił, że w zimie bardzo ciężko było znaleźć jakąkolwiek zieleninę, poza mrożonym szpinakiem lub selerem naciowym (oba niestety przodują w „brudnej dwunastce” czyli na liście warzyw najbardziej pestycydowanych). Hodowaliśmy więc kiełki, ale z kiełkami też przesadzać nie można i coraz bardziej niecierpliwie wypatrywaliśmy wiosny. I w końcu jest! Pola i łąki pełne chwastów i ziół i wiele z nich nadaje się do jedzenia/ picia. Kiedyś ludzie bardzo mocno wspomagali się tą dziką zieleniną i byli o wiele zdrowsi. Jako pierwszy postanowiłam pokazać Wam koktajl z dodatkiem babki lancetowatej, który towarzyszył naszej majówce. Po pierwsze oba rodzaje babki są jadalne (poza znanym faktem, że dobre na rany, na problemy skórne). Babka lancetowata i babka zwyczajna nie zaszkodzą Wam w sałatce ani jako przekąska na pikniku. Z babki robi się syrop wykrztuśny i świetnie nadaje się dla chorych na astmę, zapalenie oskrzeli, anemię lub brak apetytu. Mnie, jako byłego astmatyka najbardziej zainteresował ten pierwszy wątek. Syropek na wszelki wypadek na pewno sobie sporządzę, chociaż surowa babka działa mocniej niż przegotowana czy wysuszona. Póki więc babka jest na polach, spróbujcie!





Koktajl:

3 banany
2 jabłka
2 garście liści babki
1,5 szkl. wody
dla osłody można dodać trochę rodzynek lub daktyli