piątek, 16 sierpnia 2013

Lucyna i Paweł

To wspaniała para, tak wspaniała i tak dobrana, że nie dało się tego inaczej wyrazić niż za pomocą dwóch połówek jabłka. Jeśli zaglądacie do mnie na facebooka to to modelinowe jabłko nie jest dla Was nowością, mi sprawiło dużo radochy. Każda z połówek ma po zewnętrznej stronie dziurkę, tak żeby dało się przyszyć do lalowej rączki. Paweł ma na sobie koszulę w kratkę i marynarkę z łatami na łokciach, Lucyna czarną tunikę zapinaną na zamek i sweterek. Oboje są w jeansach. Sympatyczni, prawda?











czwartek, 15 sierpnia 2013

500!



Jest co świętować! Choć niektórym bloggerom zajmuje to pewnie rok lub dwa, mi opublikowanie 500 postów zajęło 5 lat, ale nigdy przecież nie chodziło tu o ilość.

Chciałabym bardzo Wam podziękować, że ze mną jesteście, że zaglądacie nawet jak brakuje nowych wpisów, że komentujecie i „dodajecie skrzydeł”, co przy pracy twórczej jest niezwykle cenne. Jesteście Wspaniali!

Podsumowanie tego czasu idzie mi ciężko, ale przeglądając stare zdjęcia uświadomiłam sobie zmiany jakie tu zaszły, a że jest to swego rodzaju dziennik- zmiany te zaszły w sposobie mojej pracy. Nie wszystkie mi się podobają! Ale nie jest źle, przeglądanie zdjęć to też mnóstwo śmiechu i satysfakcji. Nie myślcie, że pamiętam wszystkie rzeczy, które zrobiłam, uszyłam, ulepiłam, ufilcowałam...

Na pewno pojawiało się tu znacznie więcej eksperymentów, szyłam i tworzyłam rzeczy bardzo różne, którąś z nich była wreszcie lala portretowa i to okazało się strzałem w dziesiątkę. Teraz szyję głównie takie lale ale zdarza mi się tęsknić za tamtymi „poszukiwaniami”, może czas to zrównoważyć?

Życiowo dopadł mnie absolutny pragmatyzm i mnóstwo pomysłów kończy się zanim jeszcze na dobre je rozpracuję, w większości oznacza to oszczędność czasu, ale czy zawsze jest dobrą drogą?

Dzisiaj, z okazji 500 posta kilka wspominkowych zdjęć:

Kot Marcepan widywany był w co drugim wpisie.



Astmatycy jednak nie mogą aż tak kochać kotów jak ja na tym zdjęciu, dlatego Marcepan wyprowadził się do innego domu. Odkrył w sobie naturę zdobywcy i podróżnika i zamiast spać na fotelu jak to miał w zwyczaju- woli spacery po osiedlu.



Miniaturowy domek z pierwszego zdjęcia nigdy nie został „ukończony”, tak bardzo jednak spodobał się zaprzyjaźnionej dziewczynce, że powędrował do niej jako mieszkanie Arielek i Barbie.



„pracownia” to huczne słowo, bo zazwyczaj wyglądało to tak:



albo tak:



(dziś jest tylko odrobinę lepiej, bo już nie szyję na kuchennym stole)

Czy wiecie, że wszystkie tkaniny na ciałka lal farbowałam i farbuję sama?



Były takie chwile, kiedy próbowałam opanować cały cykl produkcyjny i jakoś sobie pomóc hurtowym szyciem nóżek/ rączek... jednak nic z tego nie wyszło. Każda lala jest inna, każda osobno wykrojona i osobno uszyta.



Z zamiłowania do miniaturek lepiłam też modelinowe bułeczki i słodycze. Wyglądają całkiem apetycznie. Wkrótce będę szyła lalę portretową, która ma dzierżyć w dłoni kromkę chleba z miodem, myślicie, że podołam?


Wiele jeszcze mam pomysłów na udoskonalenia formy, choćby te stopy... sama jestem ciekawa jak to będzie za kolejne 500 postów :)



wtorek, 13 sierpnia 2013

gdzie miłość tam zgoda

Wróciłam z wakacji, wróciłam do pracy :) Tyle lal na mnie czeka, że aż się boję czy podołam... W każdym razie witam Was po przerwie i łagodnie zaczynam nie od lal, nie od nowości a od makatek, które na prawdę mnie zauroczyły. Wszystkie zdjęcia pochodzą ze skansenu w Zubrzycy Górnej, który zwiedzaliśmy w wielkim upale, ale- warto było. Wiejskie chaty zawsze mi się podobały, wiejskie kuchnie i ta prostota sprzętów codziennego użytku. A żeby prostotę przyozdobić wieszano makatki. Pamiętacie coś takiego z babcinych kuchni?