piątek, 28 marca 2014

pani prezes

Ostatnio moja "dorosła" praca okazała się priorytetem, ale bardzo się już za Wami stęskniłam, za blogiem, za szyciem może nie... bo wciąż udaje mi się coś tworzyć "po godzinach". Dzisiaj lala portretowa dla Pani prezes, która nie rozstaje się z dwoma telefonami :) oraz pojemną torbą na laptopa. Mam nadzieję, że macie mniej zabieganą wiosnę!










piątek, 14 marca 2014

Aga i konkurencja

Ten prześmiewczy tytuł wymyśliłam wpadając wczoraj przypadkiem na taki artykuł. Jak widzicie, lale portretowe docenia teraz cały świat i zupełnie nie wiadomo kto to zaczął, kto był pierwszy i jak to się wszystko rozsiało? A może były to pomysły równolegle płynące z różnych stron świata? Postanowiłam w każdym razie opowiedzieć Wam o mojej pierwszej "lali personalizowanej" i pokazać kilka konkurencyjnych :)
Pierwsza lala portretowa, która wykonałam to lala przedstawiająca moją babcię. Nie był to pomysł zapożyczony bynajmniej! Cztery lata temu Kochani, to nie był pomysł modny, celebryci nie dostawali swoich podobizn po byle talk show... Miałam w swoim sercu wspomnienie lalki, którą uszyła mi babcia, kiedy byłam mała. Lala miała być towarzyszką mojej Barbie a babcia była wróżką spełniającą marzenia. Przede wszystkim umiała szyć! A ja byłam wymagająca co do detali i tak mi zostało po dzień dzisiejszy. Żałuję tylko, że owa lala się nie zachowała... W każdym razie, kiedy cztery lata temu zbliżały się babcine urodziny, jakoś mnie natchnęło, ze to byłby świetny pomysł na podziękowanie za to wszystko czego dla mnie dokonywała. Tak powstała lala- babcia, a że babcię mam charakterystyczną, rodzinka też nieźle się ubawiła i zamówiła lale kolejne. I kolejne. A dalej sami wiecie jak było :)



Dzisiaj jest wiele osób, które próbują swoich sił w tym temacie, niektóre lale to mistrzostwo i uwielbiam je oglądać. Zajrzyjcie na przykład do Olgi




Ogromnie spodobał mi się również pomysł na zamówienie wymarzonego chłopaka, wszyscy są "urodzeni" w Szwecji, jak tu z takim pogadać? :)

Mamy też sławne laloushki, znacie? Jakoś tak mam mieszane uczucia, laloushki chyba mają tak zwane "parcie na szkło" :)



Elis też szaleje i zaskakuje detalami :) Miło jest zajrzeć na jej bloga!

No i Romy piękne! Wolę wprawdzie te nie przedstawiające nikogo, bo dziewczyny mają wyjątkowy styl kiedy tworzą coś SWOJEGO.

Znacie jeszcze jakieś przykłady? Podeślijcie proszę, zajrzę z ciekawością. I jak myślicie? Czy ktoś od kogoś ściąga, zgapia, małpuje? Mnie to jakoś nigdy nie dotykało. Wiem ile pracy trzeba włożyć by znaleźć swój własny styl, wiem ile pracy wymaga każda z tych lal. Jeśli się nawet ktoś porywa na swego rodzaju kopiowanie (bo dosłownie się nie da) to życzę powodzenia, jesteśmy tak różni, ze to chyba niczemu nie zagraża, jak myślicie? Buziaki posyłam i życzę Wam pięknego dnia!

piątek, 7 marca 2014

szara

Dziś słowa się nie kleją, ale lala jest gotowa do pokazania. Moja. Taka jak sobie wymyśliłam. Nie przedstawia nikogo :)










niedziela, 2 marca 2014

balsam w kostce



Dawno, dawno temu, za górami za lasami wspominałam coś na temat moich eko wybryków, ale nie sadzę by ten temat się Wam utrwalił, cóż... marny ze mnie blogger i często żałuję, że tak wielu opowieści nie zdołam tu opowiedzieć, pokazać tego i owego. Czasem mocy nie starcza. Dziś niespodzianka, po długiej przerwie, będzie o mazidle do ciała :)
Zacznę od tego, że jakiś czas temu przestawiłam się kosmetyków sklepowych na domowe. Wyłącznie! Brzmi przerażająco? Człowiek z czasem nabiera rozumu a mnie rozumu (tej, wiecie, "ekologicznej inteligencji" :P) nauczyło własne ciało. Kosmetyki komercyjne to badziewie i nie dajcie sobie wmówić, że jest inaczej! Zdrowych i naturalnych sposobów na wszystko (nie żartuję, są przepisy na wszystko!) trzeba tylko poszukać, ale od czego jest Internet? W dużym skrócie- kremy i balsamy do ciała zastąpiły mi oleje i choć testów było wiele to jestem z tej zmiany ogromnie zadowolona. Kocham olej kokosowy, olej z pestek winogron, olej z czarnuszki, spróbujcie! Skóra odpoczywa od parabenów, SLSów i innych cudów a i świadomość robi swoje. Kiedy natknęłam się na przepisy na balsamy w kostkach uznałam, że to dobry pomysł, może być miłą odmianą od płynnego olejku, który często (łatwo sobie wyobrazić) -się chlapnie, rozleje, poleje po buteleczce itd. Kostka topi się po zetknięciu ze skórą pod wpływem jej ciepła, wystarczy więc potrzeć skórę i zostaje na niej warstewka "kremu".



Potrzebujemy:
55gr. wosku pszczelego
55gr. masła shea
55gr. oleju kokosowego
6-10 kropelek dowolnego olejku eterycznego



Jak widzicie, to nie musi być akurat 55gr, taką akurat znalazłam recepturę, chodzi o to, że każdy ze składników to 1/3 całości. Moja waga nie należy do tych bardzo precyzyjnych :)



Wszystkie składniki poza olejkiem eterycznym (u mnie była próba z pomarańczą i próba z amaretto, zdecydowanie wolę ten drugi) topimy w kąpieli wodnej (czyli garnek w garnku z wodą). Zdejmujemy z ognia i dodajemy olejek eteryczny, mieszamy. Szybko wlewamy do dowolnych foremek i czekamy na zastygnięcie. Wyniesienie na balkon/ włożenie do lodówki pomaga!



Delikatnie wyjmujemy z foremek (silikonowe dopuszczam tylko przy robieniu kosmetyków) i robimy sobie małe domowe spa :)