niedziela, 16 lutego 2014

pani Kasia i paralotnia

Tak, paralotnia! :) Nie wiem czy wiecie, ale to nie pierwsza mini paralotnia w mojej karierze, tyle, że ta poprzednia zdarzyła się cztery lala temu i sama miałam problemy z odnalezieniem TYCH zdjęć. Pani Kasia na nowo postawiła przede mną to wyzwanie... Ach, pasjonaci! :) Na zdjęciach widzicie więc pełen strój sportowy i rynsztunek, o którym pojęcia nie mam, ale się uczę! Nie uszyłam tylko kasku tym razem, bo zgodziłyśmy się, że tak będzie lepiej i dla lali i dla mnie. Zdejmowany kask wymagałby... chyba miniaturowego odlewu!? a kask na stałe- to kiepski atrybut przy przebieraniu lali. Podobny dylemat miałam kiedyś przy lalowych kaloszach... Czasem przydałby się dostęp do jakiejś chińskiej fabryki... hehe.








A tu lala jeszcze bez buźki, zmęczona, po całym dniu szycia.




Pięknej niedzieli Wam życzę!