poniedziałek, 21 grudnia 2015

Ricardo

Oto lalek, dla którego "montowałam" miniaturowe słuchawki. Ci z Was, którzy śledzą MojePokoje na fb słuchawki już widzieli, ale lalka musiałam przez jakiś czas trzymać w tajemnicy. Ricardo ma ulubioną koszulkę, wypasione, sportowe butki i uroczy szary sweterek, który cierpliwie wydziergałam.
Dzisiaj dostałam kilka zdjęć portretowanego razem z lalą (przyznajcie, że bawili się wspaniale!) i mój poniedziałek jest radosny jak żaden inny:) To naprawdę niepowtarzalne uczucie i wewnętrzny chichot jakoś mi nie mija...















wtorek, 8 grudnia 2015

zimowe kartki

Radosną twórczość kartkowo- świąteczną czas zacząć:) Na tegoroczne życzenia mam pomysł, który od kilku dni spać mi nie daje, ale cóż... musi poczekać aż uszyję to i owo.
Tymczasem chciałam podzielić się z Wami super prostymi w wykonaniu zimowymi projektami z zeszłego roku. Wszystkie powstały z tego co akurat miałam w domu: skrawki kolorowych papierków a nawet papier zadrukowany (żeby recyklingowy duch się szerzył), tasiemki, guziki, no i podstawa- dobry nożyk, nożyczki, klej, dwustronna taśma piankowa, która pozwala uzyskać mały dystans. To była całkiem miła zabawa, aczkolwiek- na ostatnią chwilę z tego co pamiętam:)
W tym roku zapowiada się podobnie, ale na pewno zdradzę Wam co wymyśliłam jak tylko się uda...
Jeśli planujecie jakieś własne kartkowe zabawy, koniecznie dajcie znać, podlinkujcie w komentarzach, chętnie podejrzę! Nie muszę chyba pisać, że własnoręcznie zrobione- są po prostu NAJLEPSZE.












piątek, 20 listopada 2015

Lalaloopsy czyli o tym jak ciocia Aga dała radę...



Nie tak dawno publikowałam na fb zdjęcia dokumentujące najnowsze i najpilniejsze zamówienie: lalę urodzinową dla Juli. Wymarzona i narysowana przez moją kochaną, stałą klientkę lala, obfitowała w detale (sukienka z niby- guziczkami, tęczą, gwiazdkami i kropeczkami...) a podobna była do Lalaloopsy, charakterystycznych lal z oczami z guzików. Znacie? Ja nie znałam, ale szybciutko nadrobiłam zaległości:)

Nie powiem, żeby mnie pociągała ta stylistyka... Lalaloopsy bowiem to dziwne twory. Udają lalki szyte ręcznie, włosy mają z włóczki, oczy z guzików a wszystko to odlane jest z twardego plastiku:( Przytulaśne nie są, oj nie! Jest ich milion rodzajów (nadal się nie połapałam w seriach, płciach i tematyce) i jeszcze mają przeróżne słodkie dodatki: małe myszki towarzyszki, owieczki, śpiworki, skrzydełka... obłęd.

Julcia wymarzyła sobie lalę z owieczką- kulką, nie narzekałam więc na nudę. Pół tygodnia szukałam tasiemki w tęczę po wszystkich możliwych pasmanteriach, ale okazało się, że nie ma. Tęcza musiała się zrobić sama, wiadomo.









Dzisiaj lala została wręczona solenizantce. Powiem Wam, że pełen sukces. A ja tak sobie myślę: może, może niekoniecznie to był mój świat, ale nawet w takim świecie warto pouczestniczyć, jeśli ma się szansę sprawić tyle radości.
Buziaki dla Was, pięknego weekendu!

piątek, 13 listopada 2015

icon look



Nie wiem czy też tak macie, bo moje koleżanki przeważnie kręcą przecząco głową z niedowierzaniem, ale moje marzenia w kwestii ubrań od długiego czasu zmierzają w stronę uniformu. Może dlatego, że nigdy nie musiałam żadnego nosić (fartuszki szkolne zniesiono kiedy byłam w II klasie podstawówki), może dlatego, że w Liceum Plastycznym czy na ASP nikt nie zwracał uwagi na nasz ubiór, choćbyśmy nie wiem co ze sobą zrobili. Dość, że od dawna nie mam potrzeby ekspresji twórczej w tej dziedzinie. Ubieranie się, nie „przebieranie” ale taka zwykła poranna codzienność staje się z czasem upierdliwością. Zanim minimalizm był trendy, życie (a dokładniej mój ukochany mąż, który jeszcze mężem nie był) zmusiło mnie do pomieszczenia swojej garderoby na czterech półkach 50-cio centymetrowej szafy (plus dwie szuflady na bieliznę gwoli ścisłości). Wyszła z tego przymusu skromność i wszechogarniający racjonalizm i Bogu Dzięki! Choć narzekałam nie raz:) Mimo ograniczonej przestrzeni i ilości, nadal nie jest to szafa idealna i nie wszystko pasuje do wszystkiego a pomysłu na uniwersalny uniform nadal nie było.

Pałam jednak miłością wielką do fartuchów. Nawet tęsknoty za babcinymi fartucho- podomkami nie są mi obce. Pomyślcie tylko- coś jakby sukienka, a zarazem strój roboczy, który nie boi się zadań domowo- twórczych, czy to nie strój idealny?

Po przeczytaniu książki „Slow Fashion”, o której tyle się pisze na blogach, że ja już nie będę:) uważam, że najtreściwszy jej fragment dotyczy inspiracji czyli tablic i moodboardów. Autorka opisuje tam jak przejść cały proces od poszukiwania własnego klimatu do konkretnych wyborów ciuchowych. Tak właściwie jest to opis wstępu do każdego procesu projektowego i może dlatego wydało mi się takie trafne i bliskie. Moja tablica atmosfery (zdjęcia z Pinteresta) wypadła tak:



Surowo.
Roboczo.

Wcale nie jest łatwo przenieść ten klimat do realnego świata i ubrań przystosowanych do naszej strefy klimatycznej. Wszystkie te świecące bielą łydki… te wielkie, przewiewne lniane płachty…
Ale fartuch? Fartuch to co innego! Można go przecież narzucić na dopasowane, ciepłe ubranko:) Fartuchowe pierwowzory do których wzdychałam (również z Pinteresta):



Wreszcie, po tygodniach wzdychania wzięłam się do pracy. Pocięłam ogromną lniano- bawełnianą sukienkę z lumpeksu (trochę za lawendowa, ale na prototyp jest OK) i testuję. Kształt jest super prosty, samo szycie oczywiście też a noszenie na razie sprawia mi samą radość. Myślicie, że się sprawdzi?




Gdyby ktoś pytał, tak, ścięłam włosy!:P

poniedziałek, 9 listopada 2015

creative freak

Zadane tu niedawno pytanko czy istnieją seriale, w których przewija się gdzieś wątek rękodzielniczy (niech to będzie nawet robiąca na drutach pani domu... nadal nie kojarzę...) sprowokowało mnie do kolejnych przemyśleń. Seriale o lekarzach czy prawnikach wszystkich oczywiście interesują;) Ciekawe jednak, że i Big Bang Theory pokazujący grupę naukowców- dziwaków stał się tak popularny, wszakże temat jest niszowy. Rzeczywiście, nie spotykamy na co dzień ludzi, którzy latają w kosmos, ale te dziwactwa! Są nam takie bliskie, prawda? Czasem tak miło podnieść się na duchu czyimś szaleństwem:)

Dlatego też dzisiaj postanowiłam zrobić listę (potencjalnie śmiesznych i niepopularnych) zwyczajów twórczych, którymi powinien zająć się w przyszłości jakiś producent:P
Mam nadzieję, że ją uzupełnicie o swoje wariactwa, bardzo chętnie poczytam a może i zapożyczę!











1. Nie wyrzucaj!
Kartonika, tasiemki, organzy po kwiatkach, puszki, słoiczka czy serwetki... Kategoryczny minimalizm się tutaj nie sprawdza. Pracownia rządzi się odrębnymi prawami i naprawdę często zdarza mi się robić „coś z niczego”. Nie jestem typowym chomikiem i nie gromadzę rzeczy z góry skazanych na niebyt, ale jeśli tylko zaświta mi, nawet niezbyt klarowny, pomysł na wykorzystanie tego typu drobiazgów, na pewno nie zostaną wyrzucone. Co nie raz ratowało życie!


















2. Expo.
Kiedy jakaś miniaturka wyjątkowo mi się udała lub uszyłam coś taaakiego fajnego i przepełnia mnie zachwyt to lubię się na to napatrzeć. Wieczorem ustawiam sobie tą rzecz na nocnym stoliku, albo wieszam na widoku, tak, żeby po przebudzeniu spojrzeć właśnie na TO. Szczęście wraca.














3. Przerobię wszystko!
Ostatnio myślę, że gdyby nie maszyna do szycia- chodziłabym nago. A przecież kiedyś nie przeszkadzało mi, że bluzka ma nie taki dekolt, że za szerokie ramiona, że spodnie można jeszcze przedłużyć... Fakt, że przez mój wzrost standardowe wymiary ciuchów nie dodają mi urody: legginsy i spodnie są zawsze za krótkie, tuniki występują w roli bluzek a bluzki- dobrze jest przedłużyć. Zrobiłam się wymagająca.


4. Pomysły.
Napadają wszędzie:) Szczególnie jak nie chcesz, nie masz jak zapisać ani naszkicować. Moja głowa wpada w tryb twórczy najczęściej pod prysznicem albo w środku nocy. Czasami wyobrażam sobie kolejne pomysły jak mydlane bańki, które pojawiają się jedna za drugą aż otacza mnie wielka piana. Rano nie wszystkie są tak „genialne” jak się wydawało.

















5. Zone.
Poza tym co robię, świat odpływa. Kiedy pracuję, nie lubię się rozpraszać. Nawet jeśli odpowiedzenie na maila zajmie mi minutkę, zadzwonienie do kogoś pięć minut a zrobienie kilku przysiadów jeszcze mniej- zwyczajnie nie mogę. Wkurza mnie nawet wyjście do toalety albo głód. Teoretycznie drobne przerwy są wskazane, zdrowe i nabiera się dystansu... ale co oni tam wiedzą o pasji!:P

6. Potencjał.
Kocham rzeczy „piękne inaczej” bo widzę co z nich można zrobić, w jakiej aranżacji okażą się perełkami a wiele z nich jest świetnym materiałem do twórczych poczynań. Dlatego strychy i piwnice są takie pociągające i nie przejdę obojętnie obok targu staroci, Ty też?

„Remember as far as everyone knows, we are a nice normal family.”

Czy któryś z powyższych „nawyczków” tez Was dotyczy? Może macie inne, jeszcze ciekawsze? Podzielcie się proszę w komentarzach! Uściski!

piątek, 6 listopada 2015

jak maluję lalę? film!

Od bardzo dawna chciałam Wam pokazać jak się odbywa cały proces przygotowywania lal. Zauważyłam, że najbardziej interesuje Was malowanie buziek i z chęcią oglądacie takie zdjęcia, kiedy pojawiają się na Fb.
Marzyłam o nagraniu filmiku, ale nie było łatwo. Trudności techniczne i totalny brak doświadczenia z filmami... Nasza kamera robiła jakieś ogromniaste pliki, przy których komputer nie chciał działać. Niedawno Tomek oświecił mnie, że przecież nagrywa się filmy aparatem, nawet lepsze, więc spróbowaliśmy. Nie powiem, że łatwo jest zawiesić aparat nad stołem, na którym maluję i mieć przy tym kontrolę nad kadrem, było tak:



ale! Jakoś się udało! 
Wybaczcie proszę drżący obraz, światło i inne drobne skuchy :) Ważne, że jest pierwszy film. Premiera :) Strasznie podekscytowana zmykam i życzę Wam miłego oglądania Agi przy pracy:P

sobota, 31 października 2015

zasilany przez banany










Od dawna oczy błyszczały mi na widok akcesoriów ze stemplowaną skórą w roli głównej, podpatrywanych między innymi u Anity. Paseczki skóry wyglądają fajnie jako naszywki, etykietki, bransoletki... (jeśli wybierze się dobre hasło dla siebie, prawda?)

Dylematy wprawdzie były (jak to u mnie!) odnośnie samej skóry i postanowiłam z powodów etycznych wykorzystywać tylko taką ze starych, niepotrzebnych torebek/ pasków. Znajomi i kochana rodzina zaopatruje mnie w takie skórzane "śmieci" po dziś dzień:)

Udało mi się też poznać tajniki stemplowania i nabijania zatrzasków, co wcale nie było takie łatwe! i dziś przychodzę do Was ze zdjęciami pierwszych bransoletek, zrobionych dla siebie i dla Tomka.
Teksty są takie NASZE a lekko sfatygowana skóra z odzysku wcale mi nie przeszkadza:)

Jakie hasła wybralibyście dla siebie? Chętnie poczytam!