poniedziałek, 23 marca 2015

wymarzona sukienka


Moja sąsiadka Julcia, którą może już odrobinkę kojarzycie STĄD wymarzyła sobie niedawno limonkową sukienkę.


Narysowała całkiem poważny projekt, który rozczulił mnie na całego i... trzeba było się zabrać za spełnianie marzeń :) Wymyśliłyśmy, że najprościej będzie połączyć zwykłą koszulkę z jakąś falbaną w roli dołu (mniej szycia dla cioci, bingo!): w roli falbany wystąpiły dwie warstwy batystu z odzysku a koszulka była lekko sprana, więc farbowanie całości wydawało się rozsądne.Oto farbowanie (jak zwykle z rozpędu dorzuciłam to i owo i dosypywałam barwnika).


Dobieranie tkaniny na aplikację.


Fastrygowanie.


Radość :)









piątek, 13 marca 2015

now and then

Zdumiewa mnie jak zmieniło się blogowanie w przeciągu kilku zaledwie lat, czy Wy też to widzicie?


Pierwszy mój blog, którego założyłami konsekwentnie prowadziłam powstał w 2006 roku, o ile pamiętam dopomógł mi przy tym blox.pl, który miał bardzo ograniczone wirtualne miejsce do wykorzystania i po dwóch latach wstawiania na mojego bloga maleńkich zdjęć/ wizualizacji/ obrazków (600 x 400 pixeli) miejsce owo się skończyło.
Powstał on dlatego, że była to najłatwiejsza metoda stworzenia jakiegoś rodzaju portfolio, strony internetowe budowane na wordpressie jeszcze chyba nie istniały a przynajmniej nie było to wszystko takie łatwe i dostępne. Chcąc pokazywać swoje projekty wnętrzarskie na bieżąco, zamiast zakładać stronę z pomocą informatyka, prowadziłam bloga. Pisanie przychodziło mi trudno, ale obrazki mówiły same za siebie.


Drugi blog to ten aktualny (narodziny 2008 rok). Na początku zakładałam, że część projektowa przygaśnie na rzecz części handmadowej, bo robótki, szycie i lale zajmowały coraz więcej miejsca w moim życiu. Właściwie przewijały się tu okruchy wszystkiego czym się zajmowałam: szycie, miniatury, gotowanie, picie kawy, spacery, ale jednak głównie szycie, chyba nigdy nie było mocno lifestylowo, sami możecie sprawdzić bo do tej pory nie skasowałam ani jednego starego posta.


Blogowanie dziś jest zajęciem na pełen etat. Czasem trafiam w sieci na porady jak robić to lepiej, jak przyciągać czytelników, jak zdobywać popularność i jestem tym staroświecko zaskoczona. Nie o to bowiem chodzi by się nie uczyć, nie o to by zamknąć uszy na wszelkie instrukcje i oczy na świat pędzący do przodu. Wszystko się przecież zmienia, ja ten fakt akceptuję, ja się nim cieszę. Czy jednak przypadkiem coś nam się tu nie pomieszało? Treść z formą? Polubienia, statystyki i reklamy, kreowanie własnego wizerunku, systematyczność, komentarze... to jakieś szaleństwo.

1. Dobry kontent, czyli zawartość. Podobno trzeba pracować nad chwytliwymi tematami i dobrymi zdjęciami (mogą być z banku zdjęć). Myślę sobie- nie masz kontentu w głowie- to z czym do ludzi?! :) Kolejność z założenia była odwrotna: najpierw treść a później ewentualna chęć publikacji. To treści nie dające spokoju powinny nas cisnąć do tego stopnia, że musimy się nimi podzielić z czytelnikami. Ale może się mylę? :) Wykorzystywanie zdjęć stockowych? Lubicie anonimowe "ilustracje"? (Dzisiejszy obrazek rysowałam własnoręcznie- nie mogło być inaczej!)

2. Systematyczność. Wiem o co chodzi. Mój blog miewa przerwy, najdłuższa to chyba 3 miesiące! Wiem, że to zniechęca, ale przecież w życiu miewa się takie okresy niemocy, skupienia na innych tematach. Kiedy czytam, że ktoś zakładając bloga zaplanował sobie 3 posty tygodniowo to myślę- ma za mało obowiązków na co dzień? Gdyby spojrzeć na blogowanie jak na twórczość (którą bywa) to jak można wpakować się w takie ramy? Czy jesteście zawsze tak samo kreatywni? U mnie bywa tak, że jednego dnia robię 3 różne projekty (szyję, robię na drutach, rysuję) a przez kolejne 5 nie robię nic, bo zajmuję się innymi rzeczami. Czasami odnosi się to do tygodni/ miesięcy. Potraficie być robotami?

3. Intensywność kontaktu z czytelnikami, hehe. Podobno największym błędem jaki można zrobić to pozostawić czytelnika bez odpowiedzi a najlepiej go jeszcze dopingować by komentował więcej i częściej. Co więcej- komentować należy na wszystkich innych blogach, na jakie zaglądamy, bo element wzajemności jest nie do pogardzenia. No spójrzcie na to z dystansu! Czy nie jest przypadkiem tak, że wzbijamy kurz i pył klepiąc w te klawisze a wszystko to jest tylko częścią wizerunku? Nie to, że nie lubię komentarzy! Jestem wdzięczna każdemu z Was, kto chociaż raz się tutaj odezwał. Staram się na nie odpowiadać, ale jestem człowiekiem :) Zdarzają się dni a czasem szeregi dni kiedy na bloga nie zaglądam wcale, kiedy nie jestem na bieżąco, wtedy odpowiadam z opóźnieniem, pewnie bez sensu. Na pewno też często zaglądam na Wasze strony, ale nie komentuję jak nie czuję potrzeby. Nie po to by robić szum. Jak mam coś do powiedzenia to mówię. I tylko wtedy.

I co? Jestem dinozaurem? Buziaki dla Was, którzy dotrwaliście do końca! (długie teksty w necie też są przecież be)

czwartek, 12 marca 2015

rajtki z przedłużką czyli że sport to zdrowie


Ostatnie kilka miesięcy wniosło do naszego życia zmianę, której nigdy bym nie przewidziała, co więcej, trudno mi jest zachować powagę, kiedy wieczorami zdarza nam się jednocześnie przywdziewać kolorowe łaszki przed... yyy treningiem. Nie do wiary! Mąż wyrusza z domu by zrobić swoje 40 km na rowerze, pod górę! Ja katuję Chodakowską na zmianę z jogowym rozciąganiem i steperem, jest prześmiesznie!
Prześmiesznie jest głównie z powodu kontekstu, bo naprawdę przysięgam, że nikt kto mnie kiedykolwiek znał nie podejrzewałby owych sportowych inklinacji. Nikt! Prawda jest jednak taka, że zrobiliśmy w ostatnich latach już mnóstwo zmian w stronę zdrowszego życia i skoro się powiedziało A to trzeba dodać B i całą tą resztę, na którą nie umieliśmy pozostać obojętni. Stało się. Ja sportowa abnegatka, omijająca wuefy szerokim łukiem, z mierną z biegania już w podstawówce (bo zdecydowanie wolałam uczyć się szydełkować), odkrywam teraz uroki ćwiczeń i... jestem nimi zachwycona. Jestem zachwycona, że ciało to jednak taka plastyczna materia, poddająca się kształtowaniu, że zdarza mi się poczuć jego rosnącą siłę. Szkoda, że dopiero teraz:) 
Zanim jednak zacznę regularnie namawiać Was do fikania słów kilka o ciuchach. Nie byłabym sobą, gdybym w tej materii nie pokombinowała odrobinkę. Chodzi bowiem o to, by przy tym nowym zajęciu jakim jest fikanie sprawić sobie maksimum przyjemności, uwiesić marchewkę na kiju, byle zadziałało, byle weszło w nawyk bo to nawyk jest celem. Radosne, kolorowe legginsy lub  fajna bokserka to dobra metoda, prawda? Tym tropem idąc zaopatrzyłam się w lumpkach w standardowe legginsy (o miłym dla oka wzorku) oraz kilka koszulek z podobnej elastycznej tkaniny. 


Standardowe sklepowe legginsy jednakże są dla osób zgoła innego wzrostu niż moje 184cm, stąd pomysł, że uratuje je skośna przedłużka. Nie przepadam też za normalną gumą w pasie, zamieniłam ją więc na szeroką 8cm w różowym tunelu. Wyszło PRAWIE dobrze:) Nie mam overlocka, tak zwane ściegi overlockowe wychodzą różnie, przeważnie jednak rozciągają szef i z tym jest kłopot, ale i tak- cieszę się jak dziecko. No i fika mi się radośniej! Co powiecie na cykl sportowy na blogu? Żartuję! 


wtorek, 10 marca 2015

Gosia

Chciałabym, żebyście poznali jeszcze jedną portretową lalę, którą udało mi się wykonać w tym wiecznym "niedoczasie" ostatnich miesięcy. Lala Gosia jest wiosenna jak jej zieloniutki żakiet, bo to żakiet ukochany! Na nogach ma pantofelki na obcasie, na szyi czarne koraliki. Największym wyzwaniem była fryzurka, bo dość krótka, a nie mogła sterczeć na wszystkie strony (sztuczne włoski są jednak dość sztywne). Jakoś jej jednak ujarzmiłam :) Wiosennie Was pozdrawiam!







poniedziałek, 2 marca 2015

brygada M3 czyli lalowe portrety przyjaciół


Brygada M3 zaskoczyła mnie taką oto wesołą rodzinną fotką wrzuconą na facebookową ścianę i przypomniałam sobie, że tych lal zupełnie na blogu nie było. Nie zdążyłam ich pokazać nim przepadłam a dokumentacja jest! Dzisiaj nadrabiam zaległości, cieszcie oczy w ten miły poniedziałkowy poranek :)
Tutaj zdjęcie wspólne:

a tu szczegóły zamówienia dot. stroju Marcina:

I sam lalowy Marcin :)






oraz Magda:


Brakuje jeszcze córeczki- Matyldy ale pewnie niebawem "się uszyje".