piątek, 13 marca 2015

now and then

Zdumiewa mnie jak zmieniło się blogowanie w przeciągu kilku zaledwie lat, czy Wy też to widzicie?


Pierwszy mój blog, którego założyłami konsekwentnie prowadziłam powstał w 2006 roku, o ile pamiętam dopomógł mi przy tym blox.pl, który miał bardzo ograniczone wirtualne miejsce do wykorzystania i po dwóch latach wstawiania na mojego bloga maleńkich zdjęć/ wizualizacji/ obrazków (600 x 400 pixeli) miejsce owo się skończyło.
Powstał on dlatego, że była to najłatwiejsza metoda stworzenia jakiegoś rodzaju portfolio, strony internetowe budowane na wordpressie jeszcze chyba nie istniały a przynajmniej nie było to wszystko takie łatwe i dostępne. Chcąc pokazywać swoje projekty wnętrzarskie na bieżąco, zamiast zakładać stronę z pomocą informatyka, prowadziłam bloga. Pisanie przychodziło mi trudno, ale obrazki mówiły same za siebie.


Drugi blog to ten aktualny (narodziny 2008 rok). Na początku zakładałam, że część projektowa przygaśnie na rzecz części handmadowej, bo robótki, szycie i lale zajmowały coraz więcej miejsca w moim życiu. Właściwie przewijały się tu okruchy wszystkiego czym się zajmowałam: szycie, miniatury, gotowanie, picie kawy, spacery, ale jednak głównie szycie, chyba nigdy nie było mocno lifestylowo, sami możecie sprawdzić bo do tej pory nie skasowałam ani jednego starego posta.


Blogowanie dziś jest zajęciem na pełen etat. Czasem trafiam w sieci na porady jak robić to lepiej, jak przyciągać czytelników, jak zdobywać popularność i jestem tym staroświecko zaskoczona. Nie o to bowiem chodzi by się nie uczyć, nie o to by zamknąć uszy na wszelkie instrukcje i oczy na świat pędzący do przodu. Wszystko się przecież zmienia, ja ten fakt akceptuję, ja się nim cieszę. Czy jednak przypadkiem coś nam się tu nie pomieszało? Treść z formą? Polubienia, statystyki i reklamy, kreowanie własnego wizerunku, systematyczność, komentarze... to jakieś szaleństwo.

1. Dobry kontent, czyli zawartość. Podobno trzeba pracować nad chwytliwymi tematami i dobrymi zdjęciami (mogą być z banku zdjęć). Myślę sobie- nie masz kontentu w głowie- to z czym do ludzi?! :) Kolejność z założenia była odwrotna: najpierw treść a później ewentualna chęć publikacji. To treści nie dające spokoju powinny nas cisnąć do tego stopnia, że musimy się nimi podzielić z czytelnikami. Ale może się mylę? :) Wykorzystywanie zdjęć stockowych? Lubicie anonimowe "ilustracje"? (Dzisiejszy obrazek rysowałam własnoręcznie- nie mogło być inaczej!)

2. Systematyczność. Wiem o co chodzi. Mój blog miewa przerwy, najdłuższa to chyba 3 miesiące! Wiem, że to zniechęca, ale przecież w życiu miewa się takie okresy niemocy, skupienia na innych tematach. Kiedy czytam, że ktoś zakładając bloga zaplanował sobie 3 posty tygodniowo to myślę- ma za mało obowiązków na co dzień? Gdyby spojrzeć na blogowanie jak na twórczość (którą bywa) to jak można wpakować się w takie ramy? Czy jesteście zawsze tak samo kreatywni? U mnie bywa tak, że jednego dnia robię 3 różne projekty (szyję, robię na drutach, rysuję) a przez kolejne 5 nie robię nic, bo zajmuję się innymi rzeczami. Czasami odnosi się to do tygodni/ miesięcy. Potraficie być robotami?

3. Intensywność kontaktu z czytelnikami, hehe. Podobno największym błędem jaki można zrobić to pozostawić czytelnika bez odpowiedzi a najlepiej go jeszcze dopingować by komentował więcej i częściej. Co więcej- komentować należy na wszystkich innych blogach, na jakie zaglądamy, bo element wzajemności jest nie do pogardzenia. No spójrzcie na to z dystansu! Czy nie jest przypadkiem tak, że wzbijamy kurz i pył klepiąc w te klawisze a wszystko to jest tylko częścią wizerunku? Nie to, że nie lubię komentarzy! Jestem wdzięczna każdemu z Was, kto chociaż raz się tutaj odezwał. Staram się na nie odpowiadać, ale jestem człowiekiem :) Zdarzają się dni a czasem szeregi dni kiedy na bloga nie zaglądam wcale, kiedy nie jestem na bieżąco, wtedy odpowiadam z opóźnieniem, pewnie bez sensu. Na pewno też często zaglądam na Wasze strony, ale nie komentuję jak nie czuję potrzeby. Nie po to by robić szum. Jak mam coś do powiedzenia to mówię. I tylko wtedy.

I co? Jestem dinozaurem? Buziaki dla Was, którzy dotrwaliście do końca! (długie teksty w necie też są przecież be)

12 komentarzy:

Granda pisze...

Nie odnajduję się w tym nowym pojęciu bloga-serwisu internetowego. Nie ogarniam i chyba niezbyt lubię te prężnie działające, plujące postami strony. Ale chyba jestem dinozaurem. Na wymarciu:)

Elisabeth Sedlachek pisze...

Jestem tego samego zdania i zupełnie wariuję na samą wzmiankę o statystykach, SEO i wymyślaniu profilu idealnego czytelnika. Nie publikujemy tego, co się ludziom może spodobać (choć często staramy się ich zadowolić) ale dajemy z siebie to, co musi znaleźć ujście - i jeśli się to komuś spodoba to fantastycznie!
A tutaj wracam z przyjemnością, chyba zawsze będę! :)

Betsypetsy pisze...

Bo wszystko dzisiaj sprowadza się do pieniędzy, niestety :/
Ja też jestem dinozaurem ;) nie potrafię odnaleźć się w tych rankingach, polubieniach, komentarzach i nawet nie chcę, nie walczę. Mam swoje ulubione miejsca w sieci (m.in. Aga Plieth;) gdzie lubię zaglądać, gdzie się odnajduję i gdzie z oglądania i czytania czerpię przyjemność. To są takie moje wirtualne azyle ;)

Aga Plieth pisze...

Dziewczyny, bardzo Wam dziękuję! Cieszę się, że nie jestem sama :) Eli, ściskam! Betsypetsy, lejesz miód w moje serce :P Buziaki dla dinozaurów :):):)

szyjnia czyli bajzel manualny pisze...

Och! Czytam raz, a potem kolejny i podpisuję się pod każdym słowem. Swojego bloga traktuję jak archiwum tego co robię i czym CHCĘ się dzielić. Bloguję na własnych zasadach i chyba o to chodzi :-)

Młoda Matka pisze...

Jak dobrze, że to napisałaś. Bo ostatnio też się czuję jak dinozaur. Piszę bloga z potrzeby serca, a nie z przymusu statystycznego. Nie jestem systematyczna. Robię zdjęcia sama. I czasami mam wrażenie, że jak nie będę szybsza, lepsza, wydajniejsza i w ogóle na 300%, to mogę skończyć z blogiem od razu.
Dinozaury wszystkich blogów, łączcie się! :)

Aga Krycha pisze...

Chyba też jestem dinozaurem i to niesystematycznym, a na dodatek dość chaotycznym w swoich działaniach... Chociaż muszę przyznać, że to miłe uczucie, kiedy ktoś skomentuje post... bo to chyba znaczy, że przeczytał? hm... a może się łudzę i tylko obejrzał obrazki :)
Niemniej zamieszczam posty z chęci podzielenia się tym, co wyszło spod mojej ręki, a może ktoś się zainspiruje i wykorzysta jakiś pomysł...
Pozdrawiam wszystkie DINOZAURY

szyte żyjątka pisze...

Chyba każdy tutaj to dinozaur. Ja napiszę, że jestem zielona i nie wiem, a nawet nie szukam jak dobrze prowadzić bloga ( pisze od niedawna ), czy "przyciągnąć" ludzi. Zresztą to widać po moim blogu - mało komentarzy, mało odwiedzin ;D
Piszę by uchwycić i poukładać to co w danej chwili stworzyłam. Nie ukrywam, że przykro patrzec kiedy prawie nikt nie wykazuje zainteresowania tym co "namęcze" nowego na blogu ( bo pisanie sprawia mi problem ). Nie potrafie też całego czasu poświęcić na prowadzenie "odpowiedniego" bloga ;D Nie jestem chyba stworzona do tego, choć czasem opadają ręce i motywacja by coś jeszcze napisać lub wstawić.... ;) To tyle ;)

pepsi eliot pisze...

Z autentycznym rozczuleniem przeczytałam Twojego posta, jakby mnie przeniosło w czasy Jeżycjady. Wtedy gdy jeszcze wszyscy kochali Musierowicz, zanim zaczęto ją krytykować, że świętoszkowato przynudza i nic już nie kuma z tego co się dzieje.

Wyobraź sobie, że Jerzy Pilch zacząłby pisać bloga. Kto wyciągałby z niego korzyści, oprócz pewnej grupy filologów? A nawet jakby osiągnął Pilch oglądalność na miarę swojego pisarstwa, bo czy jego posty musiałyby być odpowiednio krótkie? Napisane na zasadzie odwróconej piramidy? Bo tak się czyta w necie. Po łebkach.

Po co w ogóle pisać pamiętnik w sieci? Yyy ... żeby go czytano? Ale sieć ma swoje prawa, więc gdy się chce, aby go czytano bardzo, trzeba je znać i zastosować.

Kontent jest ważny, ale nie najważniejszy. Kontent może być ściągnięty i opracowany na nowo, może być zmyślony, może być przedstawiony w postaci listy, a wypunktowania, byle zwięzłe, ludzie uwielbiają, ale jaki na pewno musi być kontent?

Musi dawać korzyść, albo rozśmieszać. Pilch mógłby rozśmieszać, tego nie wzięłam pod uwagę.

Blog, czy autorska strona internetowa to dla wielu model pracy. I jest ścisła zależność pomiędzy zarabianiem na swojej stronie, a ilością odwiedzin, czy wielkością fanpejdża.

Tak po prostu jest.

Blog, to nie zbiór niezależnych esejów, bo jak nim jest, nie pozyska publiki, chyba, że pisze go Dalajlama. Blog to forma darmowej, ale jednak oferty, często auto prezentacji.

Blog to krypcioszka.

Dlatego, gdy mamy wolty, do tego, że świat blogerski ześwirował i wszyscy chcą mieć komcie i lajcie, to szczerze należałoby sobie odpowiedzieć, po cośmy w ogóle chcieli pisać sztambucha w necie?

Niejestem dinozaurem, więc kim?

Aga Plieth pisze...

Wiecie co, znowu nie zaglądałam tu kilka dni (ehem) a dyskusja trwa:) Szyjnia, blogowanie na własnych zasadach- to jest własnie to o co mi chodziło :)
Młoda Matko, łączymy się właśnie! Popieram :P
Aga Krycha, jasne, że miłe, ale tylko pod warunkiem, że szczere, pozdrawiam!
Szyte żyjątka, blog blogiem ale Twój fanpage na fb! Tam się wciąż coś dzieje i ja Cię podziwiam za tego powera :)
Pepsi, Ty to jesteś jedyna w swoim rodzaju, hehe, na pewno nie dinozaur i na pewno bardziej masz to przemyślane od strony biznesowej jednak, ale czy to się przypadkiem nie wiąże z tematem bloga? Dziewczyny, które się tu wypowiadały (w tym ja) zajmują się głównie swoją rękodzielnicza pasją i fajnie jest prowadzić taki zbiór swoich dokonań nawet na zasadzie pamiętnika. Dzięki temu też odzywają się do nas zainteresowani naszymi pracami ludzie, ale nie mamy wielkiego ciśnienia na oglądalność. Stąd moje zdziwienie nowymi blogami i pomysłami jak je prowadzić, woltów nie mam :) Pozdrawiam!

Ann K pisze...

Ciekawe spostrzezenia,zgadzam sie w zupelnosci.Czesto zastanaeiam sie jak to czynia inne kobiety,ze ich blog ma taka popularnosc i stwierdzam ze to ciezka praca cos kosztem czegos,rodziny,dzieci,nie wiem non stop z aparatem to troche przegiecie,ok gdy sie ma czas ale ciezko pogodzic prace zawodowa,zycie rodzinne i prowadzenie bloga regolarnie,z publikacja postow 3 razy w tyg,albo dziennie. Ja probiwalam istatnio i stwierdzam ze to nie dla mnie ,kazdy musi wiedziec gdzie jego mozliwosci a gdzie ranice. pozdrawiam

Teresa Bejgrowicz pisze...

Kto chętny do zapychania bloga 3 postami na tydzień, do wielokomantowania koniecznie z użyciem słowa Fajnie - SATATYSTYKI POKAZUJĄ ZE WIELU
- Ja wolę pozostać w KLUBIE DINKÓW;) pozdrawiam