poniedziałek, 24 sierpnia 2015

aga i nowe technologie

Ten tytuł jest (może się domyślacie) całkiem ironicznie wymierzony we mnie i wymaga wyjaśnienia :) Nowe sprzęty z gatunku "techniczne", elektroniczne gadżety i wynalazki zupełnie mnie nie ekscytują, co więcej jestem ignorantką w tej dziedzinie i nie mam o nich pojęcia. O istnieniu Ipodów dowiedziałam się, kiedy dostałam jakiś egzemplarz w prezencie :) To było zresztą dawno temu i teraz chyba nikt ich nie używa bo wszyscy mają wielkie telefony- komputery, smartfony i inne pady. Ja się przywiązuję. Długo oswajam :) I długo nie chcę nic zmieniać. Tym sposobem mój ostatni telefon służył mi dziewięć lat! W 2015 skończył mu się kalendarz i cały czas myślał, że mamy grudzień 2014, ale mnie to nie zrażało. Upadał wiele razy. Bywał roztrzaskany a nawet sklejony super glue. Był wytarty, z ledwością robił zdjęcia i nie odbierał mmsów od tych NOWYCH telefonów, ale kto by się przejmował. Jakoś nie mogłam się z nim rozstać...
Nadeszła jednak w końcu chwila, kiedy zdałam sobie sprawę, że jego dni są policzone. Nowszy model (też odziedziczony w spadku więc nie rażąco nowy!) czekał na chwilę mojej odwagi i... doczekał się. Nie wiem jak się nazywa, powoli go poznaję i nawet zaczynam lubić :) Doczekał się nowego "ubranka" bo ma taką jakąś nieporysowaną szybkę :P Ubranko, element oswajania z mojej strony, zrobiłam z szarego płócienka, paska ze starej skórzanej torby (mam wreszcie narzędzia do wbijania zatrzasków!), gumek i kawałeczka polaru. Sprawdza się świetnie. Mam nadzieję, że kolejne dziewięć lat przed nami :)







poniedziałek, 17 sierpnia 2015

niebo

Najlepszy dzień na "spadające gwiazdy" wprawdzie przegapiliśmy, ale następna noc też była piękna! Zakokoniliśmy się w namiocie w obawie przed komarami, wystawiliśmy łby, ja kontemplowałam a Tomek zrobił kilka zdjęć. Niezapomniane... Patrzyliście ostatnio w niebo?





piątek, 14 sierpnia 2015

sznurek od snopowiązałki czyli skarby z garażu

Wiejski garaż i zabudowania gospodarcze moich teściów to dla mnie kraina skarbów, niedocenianych tutaj przez nikogo, zapomnianych, porzuconych a będących świetnym materiałem twórczym oczywiście:) Jako, że potencjał i urok tych przedmiotów postrzegam całkiem inaczej niż  kochani właściciele, udaje mi się niektóre z nich przygarnąć na stałe. Najczęściej jednak stoję w progu i patrzę, patrzę jak dziecko w sklepie z zabawkami i napatrzeć się nie mogę. Każda deska nadgryziona zębem czasu ( lub "zębem" kornika!), drewniane grabie, elementy studni, koryto, skrzynie na ziarno, wszystkie te rzeczy starzeją się tak pięknie, bo nie ma w nich ani odrobiny fałszu. Naturalne materiały poddają się upływowi czasu i nie brzydną a pięknieją. Przedmioty użytkowe nie pozwalają na sztuczność czy niestosowność a także przemijalność ornamentu, ozdobnika, dodatku bo są skromne i ograniczone do funkcji. Proste.
Tym razem w moje ręce wpadł spory pęk sznurka z jakiegoś organicznego włókna, ale nikt nie potrafi mi powiedzieć z czego. Sznurek czym prędzej przerobiłam na koszyk. Koszyk wyszedł włochaty i kłujący (widać na zbliżeniu) więc go przystrzygłam. Docelowo znajdzie miejsce w mojej domowej mini pracowni.
Szufladki z nieistniejącego już kredensu też sobie zarezerwowałam. Czas na mycie i szlifowanie:) A Wy co dzisiaj robicie?






środa, 12 sierpnia 2015

lala Aga

Jest taka historia, którą od dawna (chyba ponad roku!) chcę się z Wami podzielić i... jakoś nie wyszło. Wymagała ona bowiem zobrazowania, zrobienia kilku zdjęć, co gorsza zrobienia ich sobie :) za czym nie szaleję, hehe. Wyjeżdżając na wakacje (tak, siedzimy sobie na wsi i bardzo nam tu dobrze!) zapakowałam wszystko by jednak wreszcie to zrobić i voila!
Wyobraźcie sobie, że Kasia, dla której szyłam lalę portretową z paralotnią (zajrzeć można TU) tak była zainspirowana do twórczych działań, że uszyła MOJĄ LALĘ !!! Najpierw poprosiła o zdjęcia, o ulubiony strój (a u mnie trwała faza na lniane tuniki- nadal kocham) a potem dostałam taki wzruszający prezent- lalunię. Kasia oczywiście pisała, że się wprawia i że mam przymknąć oko na pewne niedoskonałości, ale wiecie co? Wcale nie musiałam przymykać. Nie o to bowiem chodzi, by było jak z fabryki- chodzi o serce, o oddanie, o dbałość i chęć zabawy w szycie. Tak uważam. Skonfrontowało mnie to z emocjami, których doświadcza obdarowywany/ portretowany i powiem Wam, że lala sprawiła mi ogromną frajdę. Dziękuję Kasiu! Co do zdjęć- wybaczcie moje zmrużone oczy, przy temperaturze bliskiej 40 stopni i  tak duużej ilości słońca, nawet w cieniu pod garażem otwarcie ich szerzej przekraczało moje możliwości. Jak Wam się podoba mała Aga? Rozczula? :)