środa, 28 października 2015

minimalizm a twórczość czyli nisza niszy



Jak rękodzieło ma się do minimalizmu i co o minimalizmie sądzicie Wy, kreatywne czytelniczki?


Zdaję sobie sprawę z tego, że na blogi twórcze (w dowolnym rozumieniu i dowolnym rodzaju tej twórczości) zaglądają najczęściej osoby, które zajmują się podobną tematyką. Sama uwielbiam odwiedzać takie strony! Myślę, że w naszym „środowisku” łatwiej o porozumienie, łatwiej o lepszy kontakt i że przepełnia nas dobra energia;)
Czasem się zastanawiam nawet jak to jest, że niby wszyscy robią coś handmade a jednak tendencja ta tak rzadko przebija się w mainstreamowych mediach? Nie jestem na bieżąco, ale czy znacie jakiś serial z szydełkującą/ robiącą na drutach/ szyjącą czy malującą na szkle bohaterką?
Pewnie pojęcie „wszyscy” to mój osobisty pryzmat w postrzeganiu świata i blogosfery i może nie jest nas tak wiele...

Z twórczością wiąże się nierozerwalnie temat wyniku tej twórczości, czyli (ehem) „dzieła”. I tu sprawa odrobinę się komplikuje, jeżeli zaczynamy w swoim życiu mieć zapędy minimalistyczno- ekologiczne:)


Zauważyłam, że moje działania twórcze zmieniły się diametralnie odkąd staram się świadomie podchodzić do tego co posiadam i jakie to jest.
Otaczanie się naturalnymi materiałami, „prawdziwymi” tkaninami i prostymi, użytecznymi przedmiotami to piękny proces. Budowanie swojego świata na nowych zasadach, kiedy bierzemy pod uwagę czy dana rzecz jest nam naprawdę niezbędna, czy ją lubimy i skąd pochodzi, w jakich warunkach została wyprodukowana to doświadczenie, które uczy nas racjonalizmu ale też pozwala zajrzeć w głąb siebie. Bez ściemy. To jest fajne.

(jeżeli jeszcze zachowujecie ostrożność względem tych słów to zajrzyjcie w tych kilka miejsc w sieci, które niezmiennie mnie inspirują: 1, 2, 3, 4, 5, )

To JEST fajne, 

jest też ograniczające.


Nikt nie mówi o tym, że każdy proces twórczy wiąże się z odpowiedzialnością. A przecież pozostają po nim materialne ślady! Każdy „wyprodukowany” przedmiot pozostaje w naszym (czyimś?) otoczeniu czy jest tego wart czy nie. Każdy też zostanie kiedyś uznany za niepotrzebny... Czy nie produkujemy zatem przyszłych śmieci?
Nie pamiętam już ile wyrzuciłam w swoim życiu kartonów ze ścinkami, z rozpoczętymi robótkami, z prototypami nowych lal, bądź z nieudanymi egzemplarzami... niemało. I wiecie co? One wciąż gdzieś „żyją” na wysypisku...

Ze wzrostem tej świadomości odechciało mi się:

- rzeczy czysto dekoracyjnych ( a przynajmniej takich, których nie da się rozłożyć na czynniki pierwsze po zakończeniu misji)

- wykorzystywania sztucznych tkanin (boleję nad poliestrowym wypełniaczem i włosami lal)

- rzeczy nietrwałych, tymczasowych, osadzonych w modnych trendach

Zastanawiam się też pięć razy zanim siądę do pracy. Jestem ostrożniejsza. Popłynąć pozwalam sobie, kiedy już wiem co będę robić i z czego, czyli bez spontanicznych ruchów, ale też bez chaosu.


Czy macie podobne przemyślenia? Czy minimalizm/ świadomość ekologiczna wpływa na Wasz sposób pracy? Koniecznie odezwijcie się w komentarzach! Jeżeli śledzicie inne blogi/ vlogi na temat minimalizmu podeślijcie proszę, chętnie zajrzę.

9 komentarzy:

Katarzyna pisze...
Ten komentarz został usunięty przez autora.
Katarzyna pisze...

Aga, nie jestem częstą oglądaczką, ale jak już trafiam na Dzień Dobry TVN to zawsze pokazują osobę zajmującą się rękodziełem lub podobną twórczością. Dziś pokazali babeczki wytwarzające naturalne kosmetyki Be Organic. Więc gdzieś tam w mainstreamie jest taki nurt.

HappyAlimak pisze...

Podzielam Twoje przemyślenia:) Osobiście gdy mam coś wykonać np z materiałów, to albo zaopatruję się w sh;) albo wykorzystuję niepotrzebne ubrania, albo gdy mam juz zakupić koniecznie coś nowego, szukam takich które są jak najbardziej naturalne, jak najmniej przetworzone bez zbędnej farby;)
Nie tak dawno właśnie myslałam o tym, o czym napisałaś...i za każdym razem, gdy mam zamiar coś stworzyć, pytam siebie "czy to się przyda, czy nie będzie tylko zbędnym gadżetem?" i z reguły wóczas rzecz przydatna powstaje i to mi się podoba:) ..z kolei to, co np było w pierwotnym zamierzeniu a nie powstało - widocznie nie miało potrzeby:) taki właśnie wniosek wysnułam:)
Coraz więcej ludzi zdaje sobie sprawę z tego, że owszem można coś fajnego i zarazem przydatnego stworzyć, ale z rzeczy które już swoje "przeszły":) fajnie, że ta świadomość wzrasta:)

Pozdrawiam cieplutko:)

Aga Plieth pisze...

Kasia, no to dobrze, że jest! Ja nie trafiam i te postacie filmowe wydają mi się takie bezczynne zawsze...

HappyAlimak, masz rację! Gdzieś tam się ta świadomość pojawia i oby w nas urosła :) Uściski!

Drycha pisze...

Zabiłaś ćwieka tymi serialami/filmami! W którymś z odcinków pierwszej serii "House of Cards" Claire próbuje origami po otrzymaniu o kogoś figurki ale to nie było stałe hobby ;) Teraz będę się zastanawiać jakie hobby jeszcze przewinęły się w filmach/serialach... na ten moment nie mogę sobie nic innego przypomnieć... ale musiało coś być. Hmmm... Molly Weasley robiła swetry na rutach w Harrym Potterze :))) to się liczy?

Elis pisze...

ja jestem minialistką od dawien dawna. Kuchnia-laboratorium, bo każda inna widzi mi sie jako chaos, owszem, u innych podobają mi się sielskie, ale ja nie umiałabym w takiej zyć. Gdybyś widziała moją szafę... jak nie kobieta! W mojej pracowni tylko eco. Jak bolejesz nad poliestrowym wypełniaczem, to czemu ne kupisz runa? Wychodzi drozej, ale eco.

Elis pisze...

ja co prawda kupiłam worek runa, ale i ak uzywam silikonu, bo runo takie drogie :-((((

Al lienor pisze...

Nie wiem. Nigdy nad tym nie myślałam. Minimalizm dotyka mnie zapewne, kiedy zastanawiam się, czy mogę coś wyrzucić, czy jeszcze się przyda ( w 90% przyda się). Szukaniu materiałów z odzysku. Uwielbieniu dla drewna, nie sklejki. Nie potrafiłabym jednak zrezygnować z poliestrów, sztucznych wypełniaczy czy cekinów. Nie kupuję jednak nowych (oprócz silikonowych wypełniaczy).
Bardzo ciekawa i inspirująca notka. W którymś tomie "Oka jelenia", przeniesiony w czasie Marek chodzi po śmietnisku i szuka bodajże garnka. Nie znajduje go, bo w XVI w rzeczy zdatnych jeszcze do użytku nigdy nie wyrzucano. Bardzo ta idea mi się podoba.
Pozdrawiam.

Aga Plieth pisze...

Drycha, uśmiałam się! Ja za mało filmów oglądam by zauważyć. Wszystko się liczy, ale przyznasz, ze mało tego, mniej niż w realnym życiu (albo ja mam takie kreatywne grono znajomych!) :P

Elis, o runie wiem, ale... Skoro lale nie są z założenia eko, to chyba szkoda na to drogie wypełnienie. Gdybym poszła po całości to i włosy musiałyby być naturalne i oczka haftowane (bo farbka przecież akrylowa) i wypełnienie z runa. Może kiedyś:) Dla maluszków robiłam ptaszki wypełniane łuską gryczaną, bardzo mi się podobało, dzieciom też, ale do lal się nie nadaje :)

Al lienor, dzięki za wspomniane "Oko jelenia", muszę sobie poczytać! Pozdrawiam ciepło!