piątek, 13 listopada 2015

icon look



Nie wiem czy też tak macie, bo moje koleżanki przeważnie kręcą przecząco głową z niedowierzaniem, ale moje marzenia w kwestii ubrań od długiego czasu zmierzają w stronę uniformu. Może dlatego, że nigdy nie musiałam żadnego nosić (fartuszki szkolne zniesiono kiedy byłam w II klasie podstawówki), może dlatego, że w Liceum Plastycznym czy na ASP nikt nie zwracał uwagi na nasz ubiór, choćbyśmy nie wiem co ze sobą zrobili. Dość, że od dawna nie mam potrzeby ekspresji twórczej w tej dziedzinie. Ubieranie się, nie „przebieranie” ale taka zwykła poranna codzienność staje się z czasem upierdliwością. Zanim minimalizm był trendy, życie (a dokładniej mój ukochany mąż, który jeszcze mężem nie był) zmusiło mnie do pomieszczenia swojej garderoby na czterech półkach 50-cio centymetrowej szafy (plus dwie szuflady na bieliznę gwoli ścisłości). Wyszła z tego przymusu skromność i wszechogarniający racjonalizm i Bogu Dzięki! Choć narzekałam nie raz:) Mimo ograniczonej przestrzeni i ilości, nadal nie jest to szafa idealna i nie wszystko pasuje do wszystkiego a pomysłu na uniwersalny uniform nadal nie było.

Pałam jednak miłością wielką do fartuchów. Nawet tęsknoty za babcinymi fartucho- podomkami nie są mi obce. Pomyślcie tylko- coś jakby sukienka, a zarazem strój roboczy, który nie boi się zadań domowo- twórczych, czy to nie strój idealny?

Po przeczytaniu książki „Slow Fashion”, o której tyle się pisze na blogach, że ja już nie będę:) uważam, że najtreściwszy jej fragment dotyczy inspiracji czyli tablic i moodboardów. Autorka opisuje tam jak przejść cały proces od poszukiwania własnego klimatu do konkretnych wyborów ciuchowych. Tak właściwie jest to opis wstępu do każdego procesu projektowego i może dlatego wydało mi się takie trafne i bliskie. Moja tablica atmosfery (zdjęcia z Pinteresta) wypadła tak:



Surowo.
Roboczo.

Wcale nie jest łatwo przenieść ten klimat do realnego świata i ubrań przystosowanych do naszej strefy klimatycznej. Wszystkie te świecące bielą łydki… te wielkie, przewiewne lniane płachty…
Ale fartuch? Fartuch to co innego! Można go przecież narzucić na dopasowane, ciepłe ubranko:) Fartuchowe pierwowzory do których wzdychałam (również z Pinteresta):



Wreszcie, po tygodniach wzdychania wzięłam się do pracy. Pocięłam ogromną lniano- bawełnianą sukienkę z lumpeksu (trochę za lawendowa, ale na prototyp jest OK) i testuję. Kształt jest super prosty, samo szycie oczywiście też a noszenie na razie sprawia mi samą radość. Myślicie, że się sprawdzi?




Gdyby ktoś pytał, tak, ścięłam włosy!:P

6 komentarzy:

KarolinaPe pisze...

Bardzo, bardzo mi się podoba! I sprawdzi się na pewno. Mam taki sam zapisany na swoim Pinterest :-) I marzy mi się taki uniform. Wiesz, jak kiedyś babcie i mamy biegały w fartuchach cały dzień, a jak wychodziły do sklepu to na wieszak. No taka koncepcja bardzo mi odpowiada i to nie tylko po domu. Twój blog ostatnio bardzo mnie inspiruje. Zapodałaś dużo do myślenia o minimalizmie, także w odniesieniu do hand made... Z większą rozwagą zabieram się za świąteczne prezenty. Marzę o naturalnych kosmetykach i mam nadzieję, że w końcu zaopatrzę się w odpowiednie produkty. Mam już słoiczki i moździerz :-))) Jeśli możesz podziel się gdzie kupujesz produkty do kosmetyków :-). Ale... Ten wpis wyprzedziłam (w życiu ;-) Od jakiegoś czasu tworzę taką tablicę na Pinterest (nie słyszałam o książce, mało "bywam"). I to się sprawdza, rzeczywiście zaczyna mi się klarować co lubię. Uszyłam sobie ostatnio dwie sukienki wpisujące się w zamysł "mojego stylu" i .... wyniosłam z szafy 1/3 ubrań... jaka ulga. Zapakowałam wszystko w worki nocką i obiecałam sobie, że rano do nich nie zajrzę ;-). Pozdrawiam na końcu tego zupełnie nie minimalistycznego komentarza :-).

Isabell i Magda pisze...

Gratuluję pomysłów, pięknych zdjęć oraz perfekcyjnego wykonania rzeczy ,które tworzysz.
Od dzisiaj będziesz gościć na stronach naszego bloga.
Pozdrawiam Izabela

t h i n k i n g g r a p h i c pisze...

Przepiękny fartuch, post, tak jak i poprzednie, których nie komentowałam, ale czytałam z przyjemnością, bo tematy i mi bliskie. pozdrawiam!

Aga Plieth pisze...

KarolinaPe, bardzo Ci dziękuję za ten komentarz. Tak się cieszę, kiedy rzeczy, które są dla mnie ważne okazują się być ważne i pożyteczne jeszcze dla kogoś.
Wszystkie półprodukty i opakowania do kosmetyków kupuję przez internet, w różnych sklepach, nie mam ulubionego :) A ostatnimi czasy siostra mojego męża przywozi mi wielkie wiadra różnych maseł (shea, kakaowe itd.) ze Szkocji. Bo na Wyspach oczywiście jest to wszystko o wiele tańsze.
Och, wywalanie ciuchów działa oczyszczająco, to prawa! Choć zdarzało mi się żałować kilku rzeczy :)

Isabell I Magdo, miło mi, zaraz do Was zaglądam! Pozdrawiam ciepło!

thinkinggraphic, dziękuję bardzo! Miło mi, że teraz się odzywasz!

gruszka w kompot pisze...

Hej Aga.
Świetny fartuch. Od jakiegoś czasu i ja pałam miłością do fartuchów więc już zaczynam myśleć, kiedy by tu sobie takie cudo sprawić. Dzięki za inspirację.

KarolinaPe pisze...

Po ponad roku... mam i ja :-)